Amélie Poulain

czy muszę tłumaczyć, dlaczego lubię „Amelię”?

na kiepski nastrój można zaserwować sobie serię min:

a przy tej wersji walca zupełnie rozpłynąć się…

żeby nie było za słodko: nie lubię, kiedy pracownicy służby zdrowia zapominają o słowie służba (szczególnie jeśli za korzystanie z owej słono płacę).

Opublikowany w: on piątek, 09.05.2008 at 22.17 Komentarze (0)

impertynencje, prowokacje

przyznaję: czasami naprawdę zazdroszczę niektórym ludziom tupetu, bezczelności i bezmyślności. przecież to ogromnie ułatwia życie, jeśli nie trzeba się zastanawiać, co wypada, co nie, gdzie leży granica między zwykłym nietaktem a poważniejszym faux pas, na ile można sobie pozwolić, żeby nie zostać uznanym za prostaka czy też impertynenta.

słusznie założyłam, że uwierzę w rewolucję nie po tych pięknych obietnicach, a dopiero kiedy zobaczę faktyczne efekty. czy muszę dodawać, jak szybko rozczarowałam się? niech tylko skończę z tą przebrzydłą anginą — wtedy przystąpię do realizacji drugiej części planu.

zostałam dziś sprowokowana do okolicznościowej wycieczki w przeszłość:

…tak, to ten słynny dzień, kiedy chciałam wyjść z sali, bo nagle, medytując nad pustą kartką, doszłam do wniosku, że przecież matura nie jest mi do niczego potrzebna… jednak zmusiłam się, zostałam. potem nieoficjalnie dowiedziałam się, że kiedy ciało sprawdzające zobaczyło w brudnopisie moją listę lektur, od razu chciało postawić szóstkę. skończyło się tylko piątką, bo nie wykorzystałam wszystkich pozycji. w ogóle dość anarchistycznie podeszłam do zasad — zamiast klasycznej rozprawki napisałam esej tylko o trzech książkach.

natomiast historia minęła zupełnie bezstresowo. wicedyrektorka śmiała się, że zużyję wszystkie dostępne arkusze. na koniec, gdy oddawałam pracę, stwierdziła: chyba Justyna jest jedyną osobą zadowoloną z egzaminu.

w ten oto sposób dokonał się jeden z ciekawszych zwrotów dziejowych: po czterech latach życia sprawami ważniejszymi niż szkolne (no, może poza polskim i historią od połowy trzeciej klasy) zdałam maturę ze średnią 5,0. zabawne…

nieprawdaż?

Opublikowany w: on poniedziałek, 05.05.2008 at 14.16 Komentarze (5)

…owo

jeszcze nigdy nie mieszkałam w teatrze. to musi być niesamowite uczucie — przemykać nocą korytarzami, kiedy skończą się próby i zgasną wszystkie światła, ukradkiem wejść na scenę, zaglądać w różne tajemnicze zakamarki, zasypiać na kanapie w garderobie… nie wiem, czy kiedykolwiek nadarzy się kolejna taka okazja.

gardło wygrało, majówka przegrała. wszyscy już wyjechali albo wyjadą rano. to nie fair! a ja? a mój zasłużony odpoczynek, moje wytęsknione morze? a podróż wesołym autobusikiem, piątkowa premiera, rozmowy częściej o wszystkim niż o niczym, a teatr, który na kilka dni miał stać się domem?

nawet nie mam siły, żeby cieszyć się, że dzisiejsze Ważne Spotkanie przebiegło dość pomyślnie (choć to zaledwie początek zmian).

niniejszym oddalam się do łóżka. na cztery dziwne, smutne dni.

Opublikowany w: on środa, 30.04.2008 at 23.17 Komentarze (2)

zanim

potrzebuję zmiany, więc każde rozwiązanie (niewielka reforma, nowe zasady, a nawet trzaśnięcie drzwiami) będzie dobre. jednak bardziej niż rozmowa, która tuż, tuż, stresuje mnie ból gardła. co za nietakt — zapalenie migdałka przed wielką majówką…

zanim wyruszę, uzbrojona w godny podziwu spokój i argumenty różnego kalibru, polecam łagodnie bujającą pieśń (oczywiście zupełnie nie na temat):

jeśli nie macie pomysłu, co zrobić z kciukami — trzymajcie!

Opublikowany w: on at 12.35 Komentarze (0)

z ostatniej chwili

jak donoszą agencje prasowe, 28 kwietnia 2008 roku dokładnie o godzinie 9.00 — energiczną komendą „wyślij” — rozpoczęła się Rewolucja Ministerialna. wszystko wskazuje na to, że nie będzie ofiar. oczywiście na bieżąco poinformujemy Państwa o kolejnych wydarzeniach związanych z tym przewrotem.

godz. 10.01 — zdobyto pierwszy bastion.
godz. 10.43 — zdobyto również drugi bastion. posłańcy dostarczyli wiadomość z obleganej twierdzy: na środę został wyznaczony termin decydujących rozmów.

Opublikowany w: on poniedziałek, 28.04.2008 at 11.36 Komentarze (4)

biały, czarny, różowy

– to teraz jeszcze tylko powinnam wypisać pani receptę na jakiegoś księcia na białym koniu…
– może być nawet książę bez białego konia.
– hmm, a na czarnym?
– na czarnym rowerze! ja jeżdżę na białym, będzie pasował.

(rozmowa z moją ulubioną panią lekarz)

à propos spraw czarno-białych — widziałam „Upiora w operze”. przyznaję, rozmach przedsięwzięcia robi wrażenie. chyba nawet wzruszyłam się (aż pół razu). ale największą frajdę sprawił mi wystający z prawej kulisy kawałek różowej kanapy… podczas mrocznej, cmentarnej sceny :-]

Opublikowany w: on sobota, 26.04.2008 at 19.32 Komentarze (8)

Duch Opowieści

W Imię Ojca i Syna, i Ducha Opowieści, Amen — bardzo ładny początek książki, nieprawdaż? raczej nie będzie to numer jeden w moim rankingu pierwszych zdań, ale ma szansę na tymczasowe miejsce w czołówce. a sama książka, cóż… mam wrażenie, że hula po niej spuszczony ze smyczy Duch Opowieści. że czegoś tam za dużo. nie wiem jeszcze, co sądzić o tych wszystkich nonszalancjach i swawolach, może za 60 stron będę mogła powiedzieć coś więcej.

wycieczka w stronę pana Pilcha przypomniała mi o historiach, zdarzeniach i snach, które czekają w kolejce do opisania. o różnych pomysłach zanotowanych na skrawkach papieru, na rachunkach czy marginesach, o słowach-kluczach na wewnętrznej stronie nadgarstka… czas coś z nimi zrobić. najwyższy czas.

Opublikowany w: on czwartek, 24.04.2008 at 11.15 Komentarze (8)

kocie historie

od środowego popołudnia Pannacotta nosi kaftan bezpieczeństwa. oczywiście nie polubiła go, uparcie stara się przegryźć rzepy i gumki. na nic moje zapewnienia, że wygląda w tym kubraczku gustownie… prawda?

nie wiem, czy to efekt szoku pooperacyjnego, czy wpływ zmian hormonalnych, ale kocinka zrobiła się jeszcze bardziej kochana. wszystkie chwile, których nie przesypia na posłaniu, stara się spędzić ze mną. ponieważ już wcześniej nie zwykła wskakiwać na kolana, teraz tym bardziej nie robi tego: siada koło fotela i domaga się, żeby ją podnieść (prawdziwa księżniczka!). tak pracujemy, piszemy, uczymy; podobnie czytamy, tyle że raczej na kanapie. aha, planujemy opracować korespondencyjny kurs czułości dla zaprzyjaźnionych kotów.

teraz wątek motoryzacyjny, a na końcu apel.

w piątek (chyba tuż po 15) zamówiłam taksówkę, żeby pojechać do lecznicy. 5 minut przed wyjściem z domu odebrałam telefon — pani nieskładnie tłumaczyła, że nie mogą teraz zrealizować kursu, że trzeba czekać itd. po serii moich pytań i próśb wydusiła z siebie w końcu: bo kierowcy nie chcą jeździć z kotami. jakby nie mogła powiedzieć tego pół godziny wcześniej… trudno. zadzwoniłam do dwóch innych korporacji — w obu usłyszałam podobną odpowiedź: nawet jeśli zwierzę będzie przewożone w zamkniętym kontenerze, obowiązuje dopłata. sporo wyższa niż koszt kursu ode mnie do weterynarza. nie wytrzymałam, rozpłakałam się. zapakowałam Pannacottę razem z transportówką w zimowy ochraniacz, po czym pojechałam autobusem.

jeśli znacie jakieś przyjazne taxi, dajcie znać. będziemy wdzięczne.
ministerstwoslow [@] gmail.com

Opublikowany w: on niedziela, 20.04.2008 at 23.43 Komentarze (22)

wiosną pod latarniami

– …a wiesz, że jest w Warszawie taka uliczka, na której funkcjonuje oświetlenie gazowe? wąska, jednokierunkowa, z niską zabudową starych Bielan. unoszący się w powietrzu specyficzny zapach, mdłe światło. cudeńko (prawie) w środku miasta.
– pokaż!
– pokażę, na wiosnę. ale założysz szpilki, prawda?
– dopiero na wiosnę? szpilki mogę obiecać.
– bo ta ulica jest taka rowerowa…
– no dobrze, jesteśmy umówieni. wiosną.
– wiosną pod latarniami. póki co na wino?

(pewnego razu w październikowy wieczór)

Opublikowany w: on piątek, 18.04.2008 at 13.40 Komentarze (9)

z zaskoczenia

wiosna wzięła mnie z zaskoczenia. przez to nieszczęsne przewlekłe przeziębienie nie zauważyłam, kiedy zrobiło się zielono i kwitnąco, więc podczas wczorajszego spaceru w Łazienkach rozglądałam się z niedowierzaniem, jakby wszystko dookoła było scenografią, którą ktoś za chwilę zdemontuje.

wiosenna euforia, wiosenne porządki, wiosenna Kota…

…która nie ma (zielonego?) pojęcia, co ją jutro czeka. ja wiem, dlatego już denerwuję się: biedactwo zostanie wysłane w senną podróż i pokrojone.

Opublikowany w: on wtorek, 15.04.2008 at 16.23 Komentarze (13)