trzeba tylko nastawić się na odbiór, obserwować i słuchać uważnie, bo historie są tuż obok.
a kiedy pojawią się na horyzoncie, gdy zostaną przywołane, streszczone lub gdy zaczną dziać się zupełnie niedaleko, należy podjąć decyzję, co z nimi zrobić. ominąć czy opowiedzieć?
chyba nie muszę mówić, czym mam zamiar zająć się w najbliższym czasie…
to dobry znak: chce mi się chcieć.
xxx
są też historyjki, na przykład ta o sobotnim spotkaniu z Panem Kotem w galerii Metra Centrum:
– miau… – zaczepił mnie Pan Kot.
– miau? – zdziwiłam się – misie nie robią „miau”.
– nie jestem misiem, jestem kotem! – fuknął oburzony.
na szczęście udobruchałam go szybko, bo przecież pamiętałam o Międzynarodowym Dniu Kota. tak dopieszczony stwierdził, że musi mieć ze mną zdjęcie. potem jeszcze jedno – ze mną i z ministerialnym kajetem (znanym z poprzedniego odcinka). obiecał przesłać foto… o co publicznie go proszę.
miau :-)
PS
zgadnijcie, co zrobiłam w Kinotece.
kolejne PS
tere, fere.
jedyna historia, jaką mogę zająć się przez najbliższe dni, to historia choroby. gorączka i kaszel z gatunku de profundis – złe grypsko, złe!