czas na…
…spokój, po trzech tygodniach morderczego maratonu aż niewiarygodny. czas na piwo miodowe w zupełnie niewarszawskiej knajpce i na przyłapywanie rzeczywistości. czas na sen, na czytanie w łóżku, na próby zapanowania nad chaosem, w jakim pogrążył się mój dom.
nie będę narzekać – że nadmiar pracy, że paranoje urzędowe, które wyprowadzają z równowagi, że za kilka dni zostanę uśpiona i kontrolnie nadkrojona. ponarzekam innym razem.
xxx
w tej sali możemy spotkać się i porozmawiać:


