żyj na huśtawce, żyj

1. huśtawki

takie bujanie uspokaja. wzrasta współczynnik odrealnienia i poziom beztroski. absurdy z całego tygodnia schodzą na dalszy plan (podobnie jak przeterminowane, zaprzeszłe miłości). robię się coraz bardziej niepoważna, niekonsekwentna i nielogiczna ha, dobrze mi z tym! przez moment lekkość bytu jest jakby mniej nieznośna.

2. uwaga

uwaga_taxi.jpg uprzejma prośba :-]

3. ja to ktoś inny

ktos_inny.jpg kiedy zdejmuję okulary, czuję się… naga i bezbronna. poza tym wyglądam jak nie ja.

4. z ostatniej chwili

narko2.jpg nowa dostawa narkotycznych pomarańczy!

Opublikowany w: on niedziela, 29.04.2007 at 2.19 Komentarze (4)

rewolucje

miało być inaczej, miałam wrócić spokojniejsza i pogodzona z tym, co jest (i z tym, czego nie ma). a tu wciąż rewolucyjnie. gdyby tak nabałaganić w życiu, zarządzić nagły zwrot akcji? nie remanent czy małe przemeblowanie, tylko porządny, spektakularny koniec świata najlepiej z fanfarami i fajerwerkami. potem stanąć na zgliszczach i westchnąć: taka piękna katastrofa…

ugrzęzłam w cudzej bajce. jeszcze próbuję przekonywać się, że zachwyca. miało być intensywnie i kolorowo? voilà! jednak nie zachwyca. z każdym dniem jestem coraz bardziej pewna: nie chcę. nie tam, nie tak. niezależność czy nieprzystosowanie?

niniejszym nakładam sobie kaganiec autocenzury i potulnie odmaszerowuję w stronę łóżka (ciekawe, czy można robić zdjęcia snów).

Opublikowany w: on środa, 25.04.2007 at 23.20 Komentarze (4)

Kal

przypomniałam sobie, że czasem trzeba odpocząć. przypomniałam sobie, że potrafię. w Kalu koło Węgorzewa.

początkowo wiało i padało, potem już tylko wiało: a) niemiłosiernie, b) skutecznie (aż przewiało, wróciłam chora). nie pozostawało nic innego, jak tylko włożyć kilka warstw ubrań i z godnością utrzymywać stały poziom alkoholu we krwi (chwała smalcowi pani Tereski, ratował nam życie!).

zdobyłam się na heroiczny czyn poszłam na spacer.

zawarłam znajomość z tubylcem:
pan_kot.jpg

podglądałam jezioro:
w_kratke.jpg

wstąpiłam na działo i spojrzałam na pole:
buta.jpg

opracowywałam definicję samotności:
sama.jpg

xxx

tym razem nagrodę specjalną przyznaję Grzegorzowi M. za pełne dramatyzmu pytanie: dlaczego, k…, ze wszystkich ryb świata zginęły właśnie moje?

Opublikowany w: on niedziela, 22.04.2007 at 21.47 Komentarze (6)

w siną dal

w siną dal, w siną daaaaaal… lalalala, jutro ruszę w siną dal :-)
wyłączę przynajmniej jeden telefon i wymknę się z miasta.

wiosna zastrajkowała, więc pakuję swetry i polary. niestraszne mi zimno (od czego ogień wewnętrzny i grzane wino?!), ale smuci fakt, że nie pośmigam kajakiem. mam nadzieję, że przez te cztery dni uspokoję się nieco i spacyfikuję ciągoty rewolucyjne. przecież chwilami jest prawie dobrze, przecież to nie jest odpowiedni moment, żeby wywrócić życie do góry nogami…

Opublikowany w: on środa, 18.04.2007 at 23.42 Komentarze (3)

prozac

niedobrze mi. czasem mylę melancholię z depresją*.
na szczęście kiedyś mój ulubiony chemik narysował mi prozac:

prozac.jpg

co poza tym? Czyżykiewicz śpiewa Brodskiego. Brodski niezmiennie zachwyca. pisanina mimo wszystko sprawia przyjemność. dom domaga się gruntownego posprzątania. praca zmusza do poszukania odpowiedzi na kilka ważnych pytań. wakacje wciąż nie nadciągają. śnią się dziwne sny.

* zagadka: skąd to?

Opublikowany w: on niedziela, 15.04.2007 at 22.39 Komentarze (4)

eksperyment

ratunku, co ta wiosna ze mną wyprawia! głupia wiosna, złe pomysły, opłakane skutki. a to piosenka dnia (ostrzegam, uzależnia):

najlepsze są eksperymenty na żywym organizmie. oczywiście na własnym, chociaż w takiej sytuacji trochę trudno o dystans poznawczy, skoro jest się jednocześnie obserwatorem i obiektem badań. nieprawdaż?
I hurt myself today to see if I still feel

Opublikowany w: on czwartek, 12.04.2007 at 23.38 Komentarze (4)

wise up

it’s not going to stop ’til you wise up

poświąteczne ogłoszenia ministerialne sponsorują literki:

  • m jak „Magnolia”. spokojniej niż poprzednim razem.
  • p jak praca. intensywnie.
  • z jak zmęczenie. po prostu.
  • o jak odwołane. właściwie przełożone.
  • w jak wakacje? ech.

trzeba czekać, znowu czekać. wypełniać międzyczas bieganiną, pisaniną i innymi czynnościami, które udają, że mają sens. nie zwracać uwagi na nieznośną lekkość bytu i doskwierającą niemożność przewidzenia czegokolwiek.
ciekawe, jak to jest mieć plany…

na razie jedyny względnie pewny punkt odniesienia to czerwcowy koncert rudej wiedźmy Tori. UWAGA! panna Zuzanna opuszcza nasz piękny kraj i chce odsprzedać bilet. komu, komu?

Opublikowany w: on wtorek, 10.04.2007 at 21.03 Komentarze (5)

starzeję się

primo: dojrzewam do trybu zabiureczkowego. może dlatego, że akurat za tym biureczkiem czuję się nadzwyczaj dobrze już dawno robota nie sprawiała mi takiej przyjemności. a może przez to, że ponad 2,5 roku prowadzę żywot (swa)wolnego strzelca i tęsknię za jakąś zmianą. hmm, za stabilizacją?

secundo: sprawiłam sobie walizkę na kółkach, będę teraz strasznie straszną pańcią. znudziło mi się targanie torby podróżnej, natomiast do plecaka zamiast ubrań pakuję laptoka.

tertio: doszłam do wniosku, że przed świętami powinny być dwa dni wolnego, żeby odpocząć po pracy i przygotować się na traumę. podobnie po świętach dwa dni na relaks, głodówkę i pozbieranie się po traumie.

à propos… tym, którzy obchodzą radosnych. tym, którzy obchodzą z daleka spokojnych.

niniejszym oddalam się do miasta P.

Opublikowany w: on sobota, 07.04.2007 at 9.45 Komentarze (2)

Kafka w Paryżu

zamienił stryjek biureczko redaktorskie na biureczko dzielnego PR-owca. zza tegoż biureczka stroi niemądre miny i przeprowadza poważne rozmowy. czasem wygląda przez okno (z ekscentrycznego strychu Warszawa wygląda prawie jak Paryż) albo zapuszcza się w labirynt korytarzy (mrocznych, klaustrofobicznych i tajemniczych, zupełnie jak u Kafki).

trwa przywracanie życiu względnie normalnego rytmu: „wstawać i praaaacować i mieeeeć”… na razie głównie „wstawać” i „pracować”, ech. ale dzięki temu udaje mi się ignorować z godnością fakt, że znowu idą święta.

Opublikowany w: on poniedziałek, 02.04.2007 at 23.14 Komentarze (6)