rewolucje
miało być inaczej, miałam wrócić spokojniejsza i pogodzona z tym, co jest (i z tym, czego nie ma). a tu wciąż rewolucyjnie. gdyby tak nabałaganić w życiu, zarządzić nagły zwrot akcji? nie remanent czy małe przemeblowanie, tylko porządny, spektakularny koniec świata – najlepiej z fanfarami i fajerwerkami. potem stanąć na zgliszczach i westchnąć: taka piękna katastrofa…
ugrzęzłam w cudzej bajce. jeszcze próbuję przekonywać się, że zachwyca. miało być intensywnie i kolorowo? voilà! jednak nie zachwyca. z każdym dniem jestem coraz bardziej pewna: nie chcę. nie tam, nie tak. niezależność czy nieprzystosowanie?
niniejszym nakładam sobie kaganiec autocenzury i potulnie odmaszerowuję w stronę łóżka (ciekawe, czy można robić zdjęcia snów).
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2007/04/25/rewolucje/trackback/

Zdjęć się nie da, ale można namalować. Czasem pięknie wychodzi.
Apropos ewolucji, rewolucji i końca świata:
Jutro (jeśli będę miał litościwy dzień) lub 30-tego (bo nie będzie Prezesa) składam wypowiedzenie z EBSu.
Przyjdziesz obejrzeć fajerwerki?
skoro poszłam z Tobą na rozmowę kwalifikacyjną, to pójdę też kibicować podczas finału tej przygody.
ale, ale, to miał być mój koniec świata!
Twój…. mój…. ważne, że koniec.
A poza tym i tak wszysko zostanie w rodzinie :>
Tylko dlaczego mam przy tym takiego kaca?
Stało się….
… zostaję w EBS. Prezes wyprzedził moje odejście premią i obietnicą. Nie mówiłem mu, że wygrał o 43 minuty :)