nowe zabawki

z tą pogadam jutro rano:
eks.jpg

a z tą kiedy już na dobre obudzę się:
singer2.jpg singer.jpg

tak, tak, to słynny stół nadpalony przez cyberkota :-]

Opublikowany w: on środa, 30.05.2007 at 1.39 Komentarze (4)

wycinanki ministerialne

sto(s) słów
stos_slow.jpg

zabawa dla chętnych: policzcie, czy na pewno sto ;-)

drink me, make me feel real
drink_me.jpg

xxx

upalne monologi:

justwitch:
zupa zamiast powietrza
nawet nie mam jak zrobić przeciągu
może otworzę lodówkę?

PanCy:
dziś pies naszego dyrektora jest z nami
włączyliśmy mu na wolnym kompie transmisję z bocianiego gniazda
cały dzień stoi przed monitorem i ogląda

Opublikowany w: on poniedziałek, 28.05.2007 at 1.00 Komentarze (2)

kochany pamiętniczku

spędzam wieczór, a raczej kawałek nocy, z japońskim winem śliwkowym niezłe, choć trochę za słodkie; zwykle przygody z takimi trunkami nie kończą się najlepiej. mam nowe okulary (do patrzenia na słoneczną stronę ulicy) i stare rozterki. chciałabym powiedzieć coś jeszcze, ale wciąż zmagam się z Formą. toczę też boje z myślami, ale o tym innym razem.

  • zdałam wszystkie matury, hura! minęłam się z powołaniem? hmm… trudno.
  • po intensywnych arbeitach oddaję się równie intensywnemu nicnierobieniu, które po kilku dniach zaczyna być męczące. popracowałabym trochę, żeby potem z czystym sumieniem oddalić się na Wielkie Wakacje.
  • ukulturalnionam, tradycyjnie dzień przed premierą. obejrzyjcie to „Wesele”, zanim je ocenzurują albo zamkną reżysera i teatr.
  • po czwartkowych opowieściach ogródkowo-imieninowych panny Joanny nie mogę oprzeć się wizji Metafizycznej Myjni Pociągów. powinnam spisywać te wszystkie hasła, koncepcje, sny, historie. na wszelki wypadek. albo na zapas.
  • odsuwam od siebie myśli o tym, co się dzieje, kiedy zaczyna działać narkoza. jak to: mam na kilka godzin przestać być?
  • tym razem przygotowuję definicję żywota osobnego.

ha, wiedziałam, że nie można ufać japońskiemu winu (strasznie kanciasty ten dativus).

Opublikowany w: on sobota, 26.05.2007 at 2.37 Komentarze (4)

homo scribens

co z tego, że postanowię, a nawet zaplanuję (i będę trzymać się tego dłużej niż pół dnia), co z tego, że wymyślę albo ponazywam, skoro wystarczy zdanie czy akapit, żebym przestała wierzyć w sens moich śmiesznych zamiarów i starań? to jeden z momentów, kiedy bezwarunkowa miłość do tego czy innego Piszącego miesza się z dziecinną zawiścią. potem przychodzi faza zwątpienia, jeszcze później pokory. po takim myślotoku wracam do punktu wyjścia: znów zastanawiam się, co zrobić z własnym niesemantycznym trwaniem*.

xxx

sezon letni uważam za rozpoczęty: w dzień nie mogę oddychać ani myśleć, dopiero bliżej wieczora zaczyna mi się chcieć (działać, czytać, jeść). najwyższa pora, żeby zarządzić wakacje pierwsze od czterech lat. muszę odpocząć, oderwać się od tych wszystkich codzienności, przyziemności. muszę dać sobie czas. nadciąga burza zmian.

* Josif Brodski, Mniej niż ktoś, Wydawnictwo Znak, 2006

Opublikowany w: on środa, 23.05.2007 at 3.03 Komentarze (6)

bywa. będzie.

gdybym nie była malkontentką, powiedziałabym: jest dobrze. oczywiście od razu uznałabym, że taki optymizm kłóci się z moim światopoglądem i zapewne nie wychodzi na zdrowie, natomiast umiarkowany pesymizm wydaje się znacznie rozsądniejszy… dlatego pozwalam sobie na ostrożne stwierdzenie: bywa dobrze.

dobrze może mieć smak białego wina, suszonych pomidorów albo gorzkiej czekolady ze skórką pomarańczy. może pachnieć np. oszałamiającym, perwersyjnym Shalimarem Guerlaina. a dźwięk? głośny stukot obcasów dob-rze, dob-rze, dob-rze niekiedy bulwersujący starsze panie. wolny dzień w środku tygodnia, zaspokajanie małych zachcianek, kolejny Brodski na stercie książek do przeczytania. nieśmiałe plany, coraz śmielsze stwierdzenia, przebłyski pewności, że jednak wiem, czego chcę.

to minie, wszystko minie, ale przecież trzeba jakoś sobie radzić z tą pustką i tymczasowością. trzeba wypatrywać światełka w tunelu, iskry w mroku.

red_vanilla.jpg

(słowo nie musi stawać się ciałem. wystarczy, że jest).

będzie: 11.06 szpital, 19.06 Tori.

Opublikowany w: on poniedziałek, 21.05.2007 at 2.00 Komentarze (1)

mironem ją!

otwieram jej drzwi, skrzypią
i szept: „ta szafa to wejście do piekła”
patrzę: między wieszakami
czerwona suknia i czarne skarpetki
Dantego*

sza_fa_cz.jpg

a tu wielka mironczarnia.

* miron b., oho, PIW, 1885.

Opublikowany w: on czwartek, 17.05.2007 at 13.06 Komentarze (6)

proszę Państwa, oto miś

Wiesz, co robi TEN MIŚ? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom.

m1.jpg m2.jpg

…że ma niezbyt inteligentną minę? co z tego! najważniejszy jest wewnętrzny ogień :-)

xxx

nie samą misiologią Ministerstwo żyje:

  • w Departamencie Zmiennych Nastrojów sezon skrajności. raz histerycznie, raz euforycznie. taki czas.
  • w Departamencie Naukowienia kolejny sukces pedagogiczny (czym się różni pedagog od pedofila? już my wiemy).
  • w Departamencie Robót Niepublicznych niespodziewany smuteczek po zakończeniu działań para-pi-arowych.
  • w Departamencie Snów… maszyna korbowa.
  • w Departamencie Wyczekiwania bez zmian.
Opublikowany w: on wtorek, 15.05.2007 at 22.54 Komentarze (2)

kuna, kuna, summertime!

wielce szanowni, w duchu umiłowani, przyznajcie się natychmiast: kto zamawiał lato? nie kryję niezadowolenia, fukam z dezaprobatą.

to jest ten czas, kiedy bardzie niż zwykle nie lubię ludzi (bo nie pachną), a także tramwajów i autobusów (bo okrutnie nie pachną). opracowuję strategię unikania środków komunikacji miejskiej. marzę o tym, jak pięknie by było wynieść się z miasta na krytyczno-traumatyczne miesiące.

tymczasem przymierzam się do zrobienia porządku w szafie (taki wstęp do remanentów egzystencjalnych tłumaczę sobie i prawie w to wierzę). wyglądam burzy.

Opublikowany w: on poniedziałek, 14.05.2007 at 20.27 Komentarze (7)

wyjątkowo dziwny maj

nad miastem przetaczają się burze (uwaga, łamią parasole!), przez moje myśli też przechodzą nawałnice. dlaczego znowu nie wiem, czego chcę? dlaczego szukając odpowiedzi, trafiam na kolejne pytania? dlaczego nagły przypływ wiary w siebie biorę za infekcję, z której na pewno zaraz wyleczę się? dlaczego nadal nie potrafię mieć planów i skazuję się na permanentną tymczasowość? dlaczego ani nie mówię, ani nie piszę o tym, co naprawdę ważne?

po ostatnich szaleństwach arbeitowych z niedowierzaniem traktuję chwile, kiedy stwierdzam, że nic nie muszę, za to mogę: zaszyć się w łóżku z Brodskim, spać do południa, poodpisywać na zaległe maile, przejrzeć ostatnie zdjęcia. co prawda powinnam wydać wojnę chaosowi (w domu, w życiu), ale… pomyślę o tym jutro.

Opublikowany w: on niedziela, 13.05.2007 at 1.25 Komentarze (8)

pierwszy raz

dowodziliście kiedyś imprezą na 400 czy 500 osób? nie? ja też (jeszcze) nie… uprasza się o trzymanie kciuków.

Opublikowany w: on czwartek, 10.05.2007 at 9.43 Komentarze (6)