Teatrzyk „Zielona Gęś”

ma zaszczyt przedstawić
„PRANIE 2006”

występują:
Przekrój
Pani Minister
Zielona Gęś
Zaczarowana dorożka
Święty Ildefons
Popiersie Konstantego

przekroj.jpg niech_to_ges.jpg
zaczarowana_dorozka.jpg ildefons.jpg pod_popiersiem.jpg

Kurtyna!

jutro pomkniemy wesołym autobusikiem Szefa na inaugurację całkiem nowego sezonu artystycznego. ponieważ nie dopilnowałam daty ważności mojego permission de conduire, tym razem nie będę kierowniczką wycieczki. szkoda.

coś optymistycznego na deser: dobre wyniki. wakacje. plany.
drżyj, Londynie, niebawem nadciągnę!

Opublikowany w: on piątek, 29.06.2007 at 17.56 Komentarze (2)

będąc młodą korektorką

no… nie taką młodą, ale przecież mogę poudawać ;-)

zamiast zajmować się pasjonującym tekstem, który już prawie idzie do druku, przypominałam sobie najbardziej radosne literówki:

  • na początku był słynny kapiał,
  • akacje (zamiast akcje) — w tekście bankowym,
  • annal (zamiast annual) report — jw.,
  • palcówki (zamiast placówki) — pokrewna branża,
  • taniec z gwizdami — popełniłam własnoręcznie,
  • kość policzkowa śródręcza — w pewnej historii ubezpieczeniowej z morałem.

więcej grzechów nie pamiętam.
niewątpliwie na osobną przegródkę w kąciku wspomnień korektorskich zasługują zjawiskowe opisy z tzw. prasy wycieraczkowej, z którą kiedyś miałam do czynienia. autora określenia prasa wycieraczkowa można poznać TU: gra i wydaje odgłosy paszczą.

a czy mówiłam, że miewam mordercze zamiary wobec kurierów? naprawdę jestem pod wrażeniem ich nonszalanckiego stosunku do czasu. cudzego czasu – oczywiście.

to nic. nastrajam się weekendowo: robię pranie, studiuję Teatrzyk „Zielona Gęś”.

Opublikowany w: on środa, 27.06.2007 at 22.34 Komentarze (8)

xxx

słowa trzeba trzymać na smyczy, w kagańcu.
trzeba poskramiać żywioły i żądze.

odwykłam od planów, więc z niedowierzaniem traktuję przyszłość, nawet tę najbliższą. weekend w Praniu, kilka dni w mieście Breslau, później może morze, jeśli znajdę towarzystwo, a na deser Londyn…
hola, hola! najpierw piątek.

tak-zerkam.jpg

tak zerkam. czekam.

Opublikowany w: on at 1.39 Komentarze (0)

a gdyby tak…

…spuścić słowa ze smyczy?
ale o tym innym razem.

och

ochłonęłam na tyle, żeby przyznać, że to było największe przeżycie muzyczne, intensywniejsze niż wszystko, czego do tej pory doświadczyłam. nawet Björk sprzed kilku lat nie poruszyła mnie aż tak, jak zrobił to ekspresyjny, żywiołowy rudzielec.
co prawda nie reaguję już alergicznie na inne dźwięki, ale i tak przyswajam głównie American doll posse (czynnie lub przez osmozę).

rozmowy przy scrabbleniu

- czego szukasz?
- nie powiem.
- wersaż? niby co to ma być?
- no wiesz, takie staropolskie słowo.
- może adwersarz?
- nieee… jak zakonnicy siedzieli i przepisywali…
- psałterz?
- taaak!

zemsta snów

śniło mi się, że jestem czarnym kotem, panem kotem. podrywałam/-em biało-rudą kocicę. w ogóle ostatnio duże stężenie surrealizmu w Departamencie Snów. wyprawa z ojcem do Orient Expressu, który wyglądał jak połączenie pobliskiego Galeonu z dworkiem myśliwskim, innym razem dziwny szpital, gdzie dochodziło do niewyobrażalnych perwersji…

Opublikowany w: on sobota, 23.06.2007 at 3.03 Komentarze (4)

och

melancholijny młodzieniec z gitarą zaserwował kilka pieśni pościelowych (pościelówki bez pościeli? bez sensu). następnie wyznał, że nigdy nie był w tak ogromnej sali koncertowej, po czym… zrobił jej zdjęcie :-) bajdełej: Kongresowa jednak da się lubić.

kiedy znów zgasło światło, a na scenę weszła Ona, rozpłakałam się — chyba z przejęcia, że to dzieje się naprawdę. dalej było pięknie, przepięknie, aż zapominałam, że trzeba oddychać. filigranowa Tori okazała się bestią sceniczną, nie mogłam oderwać od niej wzroku. hipnotyzowała, czarowała… a jak śpiewała!

nie włączam radia, nie potrzebuję dźwięków. zamykam oczy i… widzę, słyszę wszystko jeszcze raz.

królowa jest zachwycona. wzruszona. zasmucona (kolejny raz znalazła zastosowanie opracowana niegdyś definicja samotności).

Opublikowany w: on środa, 20.06.2007 at 1.41 Komentarze (9)

efekt motyla

…powinnam wtedy wyjść przed teatr z motylimi skrzydłami na plecach. byłoby zabawniej, może nawet uniknęłabym tego całego dramatyzmu: głupiego bicia serca, niespodziewanego milczenia, scen kanapowych, choroby zwanej miłością, histerii i traumy. co z tego, że dawno po wszystkim, skoro zostały blizny?
za każdym razem, kiedy przechodzę tamtędy, wpadam w pułapkę pamięci. dziś wpakowałam się w nią dobrowolnie, terapeutycznie.

a jutro…

zamiast brzydala Quentina będzie smutny pan z gitarą, niejaki Joshua Radin. oby zaśpiewał szybko i bezboleśnie, żeby nie zdenerwował mnie przed spotkaniem z rudą wiedźmą i jej nowymi wcieleniami. mam nadzieję, że oprócz pięciu dam z American doll posse pojawi się też skupiona, neurotyczno-liryczna Tori, jaką lubię najbardziej.

Opublikowany w: on wtorek, 19.06.2007 at 2.36 Komentarze (0)

z rozpędu

mam pomysł, zrobię sobie na złość i oduczę się czarnowidztwa. przestanę podejrzewać, że każdy przypływ entuzjazmu musi skończyć się depresją (zwykle bardzo szybko zaczynam węszyć podstęp: jest dobrze, za dobrze, zaraz coś się spierdoli), nie będę zastanawiała się, co zrobiłam źle, co mogłam zrobić lepiej.

przecież można tak: Budzę się około dziesiątej, leżę i myślę: „Och, jak mi dobrze, jak się cieszę”. Idę do łazienki, myję zęby i się cieszę. „Kurczę – myślę – z czego ja się tak cieszę? Z rozpędu się cieszę, ot co!”. lektura obowiązkowa.

jest dobrze. prawie nie boli. czekam na Tori, czekam na wyniki, zaczytuję się rozmowami z Brodskim. nowa praca sama dzwoni i pyta, czy zechciałabym. nieśmiało planuję to i tamto (a za 40 lat będę miała mieszkanie w Paryżu. i letni dom w Prowansji).
<– pauza dziejowa –>
jak to, dopiero za 40 lat? chcę wcześniej!

Opublikowany w: on piątek, 15.06.2007 at 0.59 Komentarze (2)

tam i z powrotem

donoszę, że grzecznie zasnęłam i równie grzecznie obudziłam się, kiedy było po wszystkim (aha, zanim pani odkręciła kurek z nagłym snem, zdążyłam zadać Bardzo Istotne Pytanie: czy później nie można robić różnych fajnych rzeczy, np. jeździć na rowerze? nie można. przez kilkanaście dni).
jak na kogoś, kto wczoraj został tymczasowo oddelegowany w niebyt, czuję się całkiem nieźle.

Opublikowany w: on środa, 13.06.2007 at 23.28 Komentarze (3)

inside stories, cz. II

trzeba coś zrobić z tym strachem.
jutro będę dzielna jak Homer:

dostarczyła Ola :*

pakuję dres, piżamę, książki i inne niezbędne gadżety. dokarmiam akumulatorki, upycham 1 GB muzyki, żeby odizolować się od współleżących, w których zwykle budzi się nadzwyczajna otwartość połączona z potrzebą dzielenia się najintymniejszymi szczegółami choroby i egzystencji. nie interesują mnie ich dolegliwości, mężowie, dzieci ani przepisy na zupę jarzynową, nie przyłączam się do wspólnoty szpitalnych malkontentek. dziwaczka z Brodskim (Woolf, Sosnowskim, Bobkowskim) i ze słuchawkami na uszach…

cholera, kto zamawiał deszcze niespokojne? miałam zamiar porowerować porządnie, żeby paść i jakoś przespać do rana. prawdopodobnie po wszystkim zabronią rowerowania :-[

czy podczas narkozy coś się śni?
czy muszę mówić, że boję się?

Opublikowany w: on niedziela, 10.06.2007 at 18.08 Komentarze (13)

inside stories, cz. I

lubię chodzić boso po piasku.
nie lubię wpadać z rowerem w pokrzywy.

czasem mam ochotę otworzyć w nocy okno i zacząć krzyczeć. zamiast demonstracji siły – teatralna demonstracja bezsilności (tym śmieszniejsza, że pewnie nikt by nie zauważył).

wpadłam w wir zdarzeń i myśli. zdarzenia raczej dobre, ale myśli dość ponure, podszyte depresją z-powodu-bez-powodu i paniką z powodu poniedziałku. żeby już było po wszystkim, żeby już było po wszystkim, żebyjużbyłopowszystkim… żebym odważyła się mieć plany, żebym mogła zarezerwować bilet do Londynu (wiem, nie ma takiego miasta), żeby słowo termin przestało oznaczać kolejny pobyt w szpitalu.

à propos słów – doskonalę sztukę przemilczania.

Opublikowany w: on sobota, 09.06.2007 at 1.25 Komentarze (2)