politycznie
tak, tym razem będzie politycznie, choć twierdzę, że jestem apolityczna – przynajmniej do czasu…
pewnego razu Poeta powiedział:
Nie może być praw, które by nas broniły przed samymi sobą, i dlatego żaden kodeks nie przewiduje kar za zbrodnie przeciw literaturze. Pośród tych przestępstw najcięższym nie jest bynajmniej prześladowanie autorów, restrykcje cenzury itp., ani nawet oddanie ksiąg płomieniom na pożarcie. Istnieje zbrodnia znacznie cięższa – lekceważenie książek, ich nieczytanie. Za to przestępstwo człowiek pokutuje przez całe życie; jeśli zaś popełnia je naród, wówczas przypłaca je swoją historią.
miał rację, nieprawdaż?
i dalej:
Nie wzywam bynajmniej do zastąpienia państwa biblioteką – choć myśl ta nawiedzała mnie niejednokrotnie – ale nie wątpię, że gdybyśmy wybierali naszych władców na podstawie ich lektur zamiast programów politycznych, na ziemi byłoby mniej nieszczęść. Myślę, że kandydata na władcę naszych losów należałoby przepytać w pierwszej kolejności nie z tego, jak wyobraża sobie politykę zagraniczną, lecz jaki ma stosunek do Stendhala, Dickensa czy Dostojewskiego.
te słowa padły prawie 20 lat temu (a powyższy tekst to fragment przemówienia noblowskiego Josifa Brodskiego). dziś należałoby zapytać jeszcze o stosunek do Gombrowicza.

