gdyby można było zostawić smuteczki, problemy, czarne myśli, żeby bez tego bagażu ruszyć w świat… i gdybym wreszcie przestała podejmować rozpaczliwe próby podtrzymywania nieistniejących więzi z panem bratem… byłoby całkiem pięknie.
a teraz FOTOSTOR z wakacji (w takie koperty PKP pakuje bilety na podróż w siną dal).
pojechałam do miasta Breslau z powodu stabilnego koloidu srebra oraz pewnego doktora, mistrza PR-u kryzysowego (sformułowania, które padły podczas obrony, zapewne będą przekazywane potomnym. jeden potomek już w drodze!).
ów doktor wygląda tak:


a to Breslau — w wydaniu artystycznym i w wersji „zrób to sam”:


w porównaniu z Warszawą, która przypomina miasto-widmo, Wrocław wydaje się… inny, piękny, prawdziwy. ma duszę, jest zakotwiczony i w czasie, i w przestrzeni. warszawska starówka wygląda jak atrapa z westernu: fronty budynków zrobione z dykty, fasady, za którymi nie ma nic. wrocławski rynek (ze wszystkimi architektonicznymi harmoniami i dysonansami) oddycha, żyje.
oczywiście ta różnica to wina Historii, nie miasta…
sceny z życia krasnoludków:



i jego wysokość Wąglik, zwany również Banderasem:

po takich wyprawach pozostaje niedosyt — bo za mało, za szybko, bo chciałoby się jeszcze. pocieszam się, że nie tylko ja dzielę wakacje na mniejsze porcje i przed daniem głównym serwuję przystawki, żeby zaostrzyć apetyt :-)
plan na najbliższe dni: uniknąć upału (albo udawać, że mnie to nie dotyczy).

jak zawsze pięknie krótko i treśćiwie o mieście B…
Wąglik nadrabia zaległości w grzaniu kolan i rzucaniu mi banderasowatych spojrzeń…Doktor po Polsce jeździ…ja noszę Potomka Doktora (jemu upał raczej nie doskwiera)…a jednym ze wspomnień miłej wizyty jest koperta czekająca na wysłanie z ciężką, magnetyczną zawartością…
Wrocław lubię, oj lubię :-)
ale najbardziej lubię koty, więc wąsatemu Banderasowi przesyłam buziaki ;-)