stwierdzenie: to wszystko ma sens lub, przeciwnie, nie ma najmniejszego sensu, może być niemalże wyznaniem wiary — wiary ze znakiem „+” albo „–”. mam wątpliwości, zadaję pytania, najzwyczajniej boję się, jednak wybieram „+”. bo tak. bo tak trzeba.
najważniejszy jest czas przyszły. najważniejszy i najtrudniejszy. najpierw musiałam przyjąć założenie, że JEST, że BĘDZIE, a potem uwierzyć w to. natomiast czas teraźniejszy składa się z oczekiwania na telefon, na znak — i z różnych międzyczasów, które wypełniam pracą, rozmowami, snami.
choroba, nawet taka, nie powoduje, że mam więcej praw — raczej dużo więcej obowiązków, głównie wobec siebie. nie, nie jestem wyjątkowo dzielna, po prostu stwierdzam: tak trzeba.
tak trzeba — powtarzam — ponieważ nie wyobrażam sobie, żebym mogła postępować inaczej (np. zamknąć się w domu, wyć, gapić się w ścianę). imperatyw kategoryczny? chyba tak, ale nie jestem pewna, czy właśnie o to chodziło temu staremu dziwakowi, Immanuelowi K.

nie, nie o to mu chodziłio. chodzi o bolącą dupę kiedy ten imperatyw cię w nią kopie. a jak dupa boli .. to nie ma siły – ruszyć się trzeba, chociażby po to, żeby przewrócić się na brzuch :)
dupa, nie filozofia ;-)
Jako poznaniak rodem, przypominam wysoce filozoficzny komentarz rodem z kabaretu TEY: to wzsystko to jeden wieki KANT.
Przeszłość, przyszłość – w pogoni za jednym, w ucieczce przed drugim, często nawet nie wiemy że żyjemy. A może coś jest w tych orientalnych filozofiach i tylko teraz jest ważne? To za i przed rozbudowujemy sobie może sami, bo tak łatwiej, bo tak nas uczono. Wedle niektórych praw fizyki, tych niekoniecznie szkolnych i newtonowskich czas wcałe nie ma charakteru liniowego. Nie wiem, Pani Minister, czy SNY nie są tu naistotniejsze. T.