„s” jak strach

tak, boję się. wciąż nie jestem w stanie przyznać się do tych największych strachów. mam wrażenie, że pewne doświadczenia są po prostu nieprzekładalne, więc tam, po zdrowej stronie świata, opowieści o nich zabrzmią zbyt abstrakcyjnie i banalnie…

nadal nie radzę sobie ze słowem „chcę”. nawet nie potrafię upić się, żeby bezkarnie, niby w przypływie pomroczności jasnej, wyciągnąć rękę po to, czego najbardziej potrzebuję.

na dobranoc znów czytam Andersena. baśń o Królowej Śniegu.

zastanawiam się, czy nie zamknąć tego kącika auto/psycho/terapii.

Opublikowany w: on poniedziałek, 10.09.2007 at 2.09

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2007/09/10/%e2%80%9es%e2%80%9d-jak-strach/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Liczba komentarzy: 11 Leave a comment.

  1. On poniedziałek, 10.09.2007 at 2.50 takori Said:

    Noc jasna. Jeszcze cicho, jeszcze nikt nie wychodzi z psem, nikt nie spieszy si do pracy, nikt nie słucha ogłupiającej muzyki. Andersen dla mnie był zawsze smutny i zimny i nie udało mu się wykrzesać zbyt wiele ciepła nawet z tej przyjaźni.
    S już w połowie bardziej jak SIŁA - powiedzenie czegoś głośno do siebie to dużo, a wobec innych…
    Mój Ojciec nazwałby całą tę zabawę z internetem ekshibicjonizmem, i dokładnie tak się nazywa. Tyle, że uprawiany jest zazwyczaj cholernie poważnie i spełnia jakieś tam potrzeby. Czasami bardzo ważkie.
    Zdrowiego świata, nawet w części? A gdzie on? Toż to dom wariatów, rabstwo egzystencionalne, zwariowane lotnisko. Twój, Pani Minister, malutki teraz, ogromniejący intymny świat, jest zdrowszy od tego zewnętrznego.

    S jak śmiech, może być lekko smutny, lub ironiczny, byle nie sarkastyczny.
    P.S To i tak gadanie. Parole, parole,parole… Świadomość obecności. Uściski

  2. On poniedziałek, 10.09.2007 at 14.31 Messer Said:

    Niczego Strach się tak nie boi, jak obgadywania.
    Taki obgadywany Strach blednie i kurczy się w męczarniach.
    Niema siły miętosić żołądka ani ściskać gardła.
    Stara się wtedy schować w jakiś ciemny zakamarek.
    Niestety nigdy nie odchodzi na zawsze.

    „Chcę”? Co to znaczy?

    A za pomysły z zamykaniem Ministerstwa dostaniesz po łapach :P

  3. On wtorek, 11.09.2007 at 0.03 Ola Said:

    nic mądrego mi się nie ciśnie na klawiaturę…mogę tylko sobie próbować niezdarnie wyobrażać co czujesz…ja rozumiem, że różne przemyślenia Cię nachodzą, ale jak zamkniesz ten kącik to zrobie jak mówi Doktor: urwę łeb i nasikam do gardła. I po Ci to? Zanim nasikam nażrę się szparagów ;) Nad resztą tortur popracuję w szpitalu. Mogę tam być pod nieustającą inspiracją… 11 września nadchodzi. Ups…już nadszedł. Trzymaj się!!

  4. On wtorek, 11.09.2007 at 11.13 Masza Said:

    a ja mam inne podejście - możesz zamknąć ministerstwo pod warunkiem że przekształci się ono w jakąś inna instytucję .. bo ja wiem.. może w ministerstwo nowego życia, albo ministerstwo nadziei, fundacja “kot” (koty mają 7-9 żyć - w zalezności od kontynentu). wstyd się przyznać ale ja zużyłam już 6 więc to moje ostatnie (no może mam jeszcze 2) i teraz dostrzegam, że sporo straciłam… nie popełnij tego błędu.
    może czas zamknąć ten rozdział i rozpocząć nowy ??? ale tylko pod warunkiem, że dansz nam namiar na nowe ministerstwo. w końcu … pewne rzeczy jednak nie powinny sie zmieniać …

  5. On wtorek, 11.09.2007 at 17.33 Pan Cygaro Said:

    jak dla mnie to możesz sobie zamknąć nawet 14 ministerstw, ale pod warunkiem, że natychmiast powołasz je na nowo. i uważaj - jeśli jedno z ministerstw będzie akurat tańczyć w Lizbonie, ktoś się może przyczepić, że powoływane na nowo ministerstwo musi być na miejscu.

  6. On wtorek, 11.09.2007 at 22.08 sunrays Said:

    babo, ty chyba oszalałaś, jakie zamykanie, co to ma być?
    ty mi się nie bój, bo strach ci w niczym nie pomaga, nic nie zmienia i jak go nie ma, to jest tak samo, jak było, a o ile lżej.
    więc precz mi tu z takimi pomysłami, bo naślę na ciebie jakiegoś ministra.

    buzia kochana, nic nie jest takim, jakim się wydaje, więc po prostu popatrz na to wszystko z jakiejś innej perspektywy. nie wiem jakiej. ale coś na pewno da się wymyślić.

    jak to mówią, szklanka do połowy, grass is always greener, etc. co oznacza, że nie zawsze jest aż tak chujowo, jakby się mogło wydawać. tym brutalnym akcentem kończę i uciekam.

    ps. to nie tak, że jestem niewrażliwa. ale koniec mi tu z rozczulaniem. to nic nie pomoże!
    śmiech, kochana, śmiech.
    śmiej się strachowi prosto w oczy, a zobaczysz, jak bardzo się skurczy. może i tak łatwo mówić, ale to niemożliwe, żeby tak genialna zasada dotyczyła tylko rzeczy błahych. o.

  7. On środa, 12.09.2007 at 10.01 takori Said:

    puk, puk - jest tam ktoś?

  8. On środa, 12.09.2007 at 10.56 bergisel Said:

    ze strachem można takim sposobem: upiec z niego ciasto, zaprosić znajomych, każdemu po kawałku i ani się obejrzysz, a nawet okruszki nie zostaną…

    ps a może by tak podróz na wschód - Grochów, Orient Express, hm? :)

  9. On środa, 12.09.2007 at 11.35 moyo Said:

    na Strachy lepsze od dolującego Andersena są opowiastki Lema, Tyma czy nawet Grimma ;)
    grunt to wiara w optymistyczne zakonczenie. Andersen mial z tym klopot. odstaw go w kat i przerzuc sie na Topora :)
    trzymam kciuki

  10. On piątek, 14.09.2007 at 0.16 Justyna Said:

    jestem, słucham, czytam.
    poskramiam -izmy.
    pracuję. czekam.

    dziękuję za protesty i groźby :-)

  11. On wtorek, 18.09.2007 at 3.19 takori Said:

    A propos Lema; właśnie na stronach racjonalista.pl jest wyśmienity artykuł Elżbiety Binswanger-Stefańskiej o Lemie.

Leave a Comment