pięknie, przepięknie. chodziłam znajomymi ulicami, uśmiechałam się i podskakiwałam z radości. przyznaję: już dawno żadne miasto nie wprawiło mnie w podobną euforię.
podróż zaczęła się owocowo:
a pierwszy wieczór wyglądał tak:

Kraków jest… inny. można tam zobaczyć:
koty doniczkowe:
wesołe samochody:
ogórki damskie…:
…i ogórki męskie:
ichniejszy Orient Ekspres:
elfy w barze Dym:
zakaz w kupie…:
…oraz zakaz wkładania:
ilustrację przysłowia:
szyldy w językach obcych:
w wyjątkowej sytuacji, gdy baaardzo nie chce się wracać do Warszawy, można nie zmieścić się do pociągu i dostać kilka krakowskich godzin gratis ;>

miasto krakow piekne… czasem mozna tez nie zdazyc na pociag i gonic uciekajacy tyl (tak, pociagi tez maja tylki!) prawie rozdeptujac stado dzieci. korzysc (z rozdeptanych dzieci)? wlasnie tych pare godzin, ktorych z reguly brakuje na kazdym wyjezdzie :)
no proszę – nie Paryż a euforia jest…
kraków jest dziwny, niby za nim nie przepadam, ale serce mi bije szybciej gdy sobie pomyślę o wizycie w tym dziwacznym miejscu…
no może z wyjątkiem wrażeń po spotkaniu z nowohuckim tradycyjnym folklorem. o wizycie w tamtej dzielnicy zawsze myślę ciepło kiedy lokalny wrocławski mikroklimat nie jest w stanie dostarczyć mi dodatkowej dawki adrenaliny :)
tak nowa huta to zdecydowanie miejsce do trenowania oddziałów specjalnych na poziomie specnazu ….