wycieczki, ucieczki
już nie wiem, co ze sobą zrobić, dokąd uciec, na jak długo. panuję nad słowami, ale nie nad myślami. a to, co ewentualnie miałabym do powiedzenia, jest takie nudne: ból, czekanie, bezradność, strach. i od nowa: ból, czekanie, bezradność, strach…
zapominam, że można chcieć. zdaje mi się, że chciałabym — np. mieć: perfumy, spodnie, płaszcz, nowy aparat — tylko po co?
dobre rady (żebym wzięła się w garść, trzymała pion) może i są dobre, ale w tej sytuacji nie sprawdzają się.
cztery do sześciu tygodni, trzeba odstać swoje w kolejce. w naszych realiach to przecież humanitarny termin. gdybym zawiadowała innym ministerstwem albo gdybym była pszenno-buraczanym wicepremierem, prosto z konferencji prasowej pomknęłabym do przytulnej kliniki rządowej. i byłoby już po wszystkim. a tak…
chyba nie muszę przytaczać epitetów, jakimi obdarzam system opieki zdrowotnej.
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2007/09/26/wycieczki-ucieczki/trackback/

“weź się w garść” ile razy to słyszałam.. nawet nie umiem policzyć. najgorsza z rad jakie można usłyszeć.
w tych słowach, które niby mają emanować ciepłem jest więcej bezwzględności niż w jasnej deklaracji że jest się do dupy.
slogan, słowny wytrych który jednyne co uświadamia słuchaczowi to, to że mówiący nie ma nic do powiedzenia a sytuacja go przerasta.
żałosna imitacja zmartwienia mająca uśpić sumienie radzącego… ukazująca stopień jego bezradności, braku zrozumienia a przede wszystkim braku jakiejkolwiek empatii.
to stwierdzenie jest najgorze kiedy usłyszysz je z ust najbliższej ci osoby. wtedy zawsze toczę pianę :)
czy tak ciężko jest powiedzieć, że nie ma się co martwić? że wszystko się ułoży, i powiedzieć, że nie ma się pojęcia jak ale trzeba mieć nadzieję, że wszystko będzie ok. tak ciężko powiedzieć, że fakt, że się boisz jest normalny, a twój rozmówca mówi, że też się boi, boi o ciebie, ale to nie zmienia faktu, że trzeba mieć nadzieję na pomyslne zakończenie sprawy ? to chyba nie jest takie trudne. przecież nikt nie oczekuje od drugiej osoby, że będzie miała odpowiedz na wszystkie twoje pytania. bo w takich chwilach ważne jest to, że nie jest się osamotnionym, a kazdy daje ci takie wsparcie jakie może i wcale nie oznacza to, że dotknie cię i naglę będziesz uleczona…
ważne jest to, żeby podtrzymywać tą iskierkę nadzei na happy end. bo nadzieja jest cholernie ważna a bez niej nie ma nawet cienia szansy na szczęśliwe zakończenie.
co do polityków.. cóż , przecież to tylko politycy.
to nawet nie ludzie tylko zbiorowisko życiowych nieudaczników, którzy nie są w stanie zrobić niczego konstruktywnego oprócz wiecznego kłapania jadaczką.
chcesz należeć do ich bezdennie głupiego kręgu ? chyba nie. ja nie chcę. a słóżba zdrowia .. cóż… może trzeba rozejrzeć się za znachorem ;)
chcieć, marzyć trzeba. bo to daje cel, napędza nas do działania i chroni przed marazmem. nawet jeśli te marzenia dotyczą zupełnych drobiazgów i skrajnie infantylnych zjawisk i przedmiotów. przecież nikt nie każe ci się na nich zatrzymywać :) to tylko przyczynek do do większych pragnień, większych marzeń.. takie zachowanie chroni nas przed totalnym amokiem i wyobcowaniem… warto o tym pamiętać :)
więc marz kobieto, miej zachcianki bo to oznacza, że ciągle chce ci się żyć …
W temacie lekarze i znachorzy (winno by
cd tego co urwane.
… niby być jednoznaczne, jak wynika z semantyki), są dwie szkoły falenicka i ostrowska. (-;
Ostrowska jest bardziej, a falenicka przystępniej i przystojniej. Reszta zaś, mówiąc po polskiemu, bo obowiązki się domagają.
P.S W przypadku wyczerpania zasobów epitetów służę pomocą (nieodpłatnie).
–> Maszo:
ja wiem, że z zewnątrz nie jest łatwo. ale w środku jest jeszcze trudniej. naprawdę.
–> monsieur t.:
chyba otwocka i falenicka :>
jeśli epitety pomogą — chętnie.
Brawo! Zgadza się, chociaż ostrowska też brzmi nienajgorzej… . Epitety - a dotychczas pomagały?
że tak powiem:
ni chu**
no przyznam, że nie rozumiem tej żaluzji…
chyba jestem “ciemny lud Kurskiego”…
przecież ja nie mówię, że jest łatwo, wiem, że w środku jest jeszcze gorzej … wbrew temu co sobie można o mnie pomyśleć (albo nie) … co-nieco wiem o twojej sytuacji :)
no dobra, jestem zmanierowana, infantylna, samolóbna, ba nawet egocentryczna .. ale pamięć to jeszcze mam dobrą.. a różnica między nami jest taka, że ty masz szanse na poprawę a ja - już nie :)
hmmm… nie… to błędy interpunkcyjne i moje skróty myślowe … mówiąc o łatwości (czy trudach) miałam na myśli sposób w jaki zachowują się radzący a nie ci którzy tych rad potrzebują :)
.. no już sama nie wiem jak to wyrazić…
nie musisz mnie uświadamiać jak jest ciężko. ale to nie oznacza, że trzeba się wyrzekać tego świata…
heh… może tak … na twoje pytanie - “tylko po co ?” - odpowiem - dla twojej własnej egoistycznej przyjemności :) to bardzo poprawia humor :)
Justyno jestem bezradna więc rad nie udzielam, mam tylko taki cytat dla Ciebie ” Skoro jest dobrze to później musi być żle. A jak jest wspaniale to bedą wieszać.
Wniosek z tego jest taki: Narazie jest źle to to co bedzie później ?
Mademoiselle, zamienię Twoje tygodnie na moje trzy miesiące, a jak epitety nie pomoagają “ni chu****” to mam granat, nie zaczepny, na zbyciu. Oddam nieodpłatnie w ramach jakiejś akcji dywersyfikacyjnej, albo dywersyjnej, zresztą wszystko jedno jakiej.
…albo nawet wersyfikacyjnej!
tak czy owak — groźba zadziałała.