z powrotem
jestem. lżejsza o jeden organ i kilka kilogramów (moyo: polecam mniej inwazyjne metody odchudzania), z uczuleniem na plastry, siniakami we wszystkich kolorach tęczy i ze świeżą blizną, która wygląda jak uśmiech (keep smiling, hehe). spokojnie, nie będę bawić się w artystkę Kozyrę i epatować obrazem zniszczeń.
to było pięć trudnych dni. napatrzyłam się, nasłuchałam, nacierpiałam. ratował mnie widok z dziewiątego piętra: niebo przypominało ogromne akwarium. codziennie oglądałam brzuchy samolotów, wielkich, dziwnych ryb, które szykowały się do lądowania na dnie Okęcia, i na narybek samolocików wzbijających się daleko do lotu. chmury płynęły, ptaszkowie nurkowali, nocą kusząco mrugały kolorowe światła, rano na wszystko spadała odrealniającą mgła…
przez miesiąc będę śniętą królewną z poderżniętym gardłem. nie zdziwcie się, jeśli zasnę w pół zdania ;> na razie snuję się po domu, w poniedziałek zostanę porwana do Sanatorium „Pod Trzema Kotami”. potem ciąg dalszy spraw szpitalnych. trzymanie kciuków oraz przesyłanie pozytywnej energii wskazane.
mam nadzieję, że słowo na „r” to już czas przeszły.
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2007/10/13/z-powrotem/trackback/

Rekonwalescenja rekonwalescenją, a laptop-a trzeba ze sobą zabierać. “Śnięta” Pani Minister? To jakiś nowy etat?
duzo dobrych zyczen……..
Nie będę ci mademoisielle już niczego zazdrościć, wychodzę na tym jak Zabłocki na gęsim smalcu.
Ograniczę się do trzymania i wysyłania.