Pannacotta Ipanema właśnie rozpoczęła nocne szaleństwa. trochę mijamy się, jeśli chodzi o rytm dobowy, ale uczymy się siebie, robimy postępy.
im dłużej na nią patrzę, tym bardziej żałuję, że tak długo zwlekałam z decyzją o oddaniu się w posiadanie kotu (bo przecież nie z decyzją o posiadaniu kota!). ale może to jest TEN czas… teraz wiem, że nie ma lepszego lekarstwa na poczucie odrealnienia niż pogłaskanie miękkiego, ciepłego futra, kontrolne pacnięcie kociej łapki czy seria zaczepnych miauknięć w pochmurny poranek. nieznośna lekkość bytu? bzdura, bzdura! dlaczego miska jest pusta? gdzie podziała się myszka?
jak mam zostawić moją Rudą Panienkę i ruszyć w daleki świat? co z tego, że tam czeka wymarzony Amsterdam, a w nim muzeum van Gogha, dom Rembrandta i słynne ciasteczka z niespodzianką?
ha, ale dzięki temu będzie o czym poplotkować z ulubionym panem w ulubionej Lente!



