kącik wzorowej gospodyni
jestem pod wrażeniem, naprawdę. ponieważ nie mogę teraz jeść prawie wszystkiego, co normalni ludzie po prostu kupują w sklepie, staję się wzorową gospodynią domową. nie dość, że dzielnie gotuję sobie obiady, robię pasztet (z soczewicy, ale zawsze pasztet), to jeszcze… piekę chleb.
dom pachnący świeżym chlebem, ech… do kompletu brakuje tylko szarlotki z cynamonem i wanilią — może jutro? — wypastowanej podłogi — niedoczekanie! — no i mrrruczącego kota…
jeszcze trochę i zamienię się w idealną żonę.
oj, zagalopowałam się ;-)
dźwięki na dziś: Gabriela Kulka. polecam.
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2007/11/02/kacik-wzorowej-gospodyni/trackback/

mrrrruczącego kota powiadasz? mrrrrniau…. idealnych żon przecież nie ma na świecie…. ;)
ale żeby być żoną, trzeba mieć to takie coś na „o”. nie obrożę, tylko to drugie… obrączkę (o właśnie!). no i męża.
chyba jednak wolę kota.
obroża to chyba lepsze słowo… mimo że na palcu a przecież tak samo działa… no i masz rację… kot przynajmniej od czasu do czasu do nóg ci przyjdzie, o kostki się otrze, pomruczy i da się ugłaskać… a mąż? widział kto takiego męża?….
ja, ja widziałam! ale cudzego.
a ja zdecydowałam się na męża zamiast kota.
wiadomo, kot jest najcudowniejszym stworzeniem na świecie, ale mimo dziesięcioletniego pożycia z Behemotem nie udało nam się doczekać potomstwa.
no i kot nie zarabia i żyje tylko kilkanaście lat…
Na kota proszę się szybko decydować, zima idzie, mruczące ciepełko się przyda i szarlotki nie będzie podjadać.
stało się, szarlotka w piecu. będzie za kilka zdrowasiek.
chcę kota!
a możebyć koteczka? biała w łatki rude i szare pręgowane? zdjęcie mogę pokazać…