kartka z kalendarza

przed obowiązkowym balem z okazji końca/początku wypada zrobić szybki bilans mijającego roku: po tej stronie zyski, po tamtej straty, w osobnej rubryce niewykorzystane szanse (a te — jak mawia mój brat — lubią się mścić).

zwykle pod koniec grudnia pisałam list do [...], żeby to, co zdołałam poukładać sobie w głowie, stało się prawomocne. tym razem będzie inaczej. wystarczy, że stanę przed lustrem nieopancerzona: bez golfa czy szalika, którymi zasłaniam się, wyruszając w świat.

chcę pamiętać, po czym jest ta blizna. nie chcę zapomnieć, co widziałam i czułam wtedy w szpitalu, z którego chyba każdy wychodzi odmieniony (o ile ma szczęście, że może z niego po prostu wyjść. ja miałam). dalej: siłę, z jaką trzymałam się życia. i jeszcze radość — nieporównywalną z żadną inną, tę po odebraniu wyników. i oczywiście dobrą energię, otaczającą mnie, kiedy przydarzyła się ta dziwna historia na „r”.

do zapamiętania również: rozmowy, listy, spacery, huśtawki. czerwcowy koncert zjawiskowej Tori. pierwsza przejażdżka najpiękniejszym z rowerów. dzień, kiedy zamieszkała ze mną Pannacota; jej uśmiechy, pomruki i wybryki; to, czego uczę się codziennie o niej i od niej.

…w myślach też tworzą się blizny. chciałabym, żeby przynajmniej niektóre wreszcie zagoiły się.

może jednak nie trzeba opatrywać tego wszystkiego znakami „+” albo „-”?

pora spać. potem posprzątam i zastanowię się, jak spędzę tę noc. przełomową? wyjątkową? skądże. prawdziwe momenty zwrotne mają to do siebie, że nie potrzebują ani fajerwerków, ani umownych dat.

postanowień nie będzie.

dobrego nowego!

Opublikowany w: on poniedziałek, 31.12.2007 at 6.29 Komentarze (7)

po wszystkim

ufff… na początku jeden wybuch (oczywiście nie był to wybuch entuzjazmu), potem coraz większy spokój. tym razem obyło się bez traum, dobrych rad i uwag o staropanieństwie.

Pannacotta Ipanema okazała się dzielną podróżniczką. grzecznie drzemała i w pociągu, i w samochodzie, natomiast same święta spędziła radośnie — biegała, skakała, raczyła zrzucić z kredensu doniczkę z kwiatkiem, wydała wojnę choince (finał: drzewko zostało zawinięte w ochronne prześcieradło)…

ch1.jpgch2.jpg

…a w wolnych chwilach wspierała moją mammę, która postanowiła zaprzyjaźnić się z komputerem:

kotputer2.jpg

niepostrzeżenie zrobiło się „po świętach”. na deser przywiozłam trochę skrzypiących wspomnień:

kasetowo.jpg

teraz tylko przetrwać obligatoryjną radość sylwestrową — i już.
albo nie, inaczej: uniezależnić się od różnych takich zewnętrznych…

Opublikowany w: on środa, 26.12.2007 at 23.54 Komentarze (6)

ludzkim głosem

Pannacotta jest bardzo cichą istotą. niewiele miauczy, nie urządza scen, nawet z ptakami rozmawia niemal bezgłośnie. często otwiera pyszczek jak do miauknięcia, po czym rezygnuje z wydania dźwięku. zastanawiam się, co powie dziś wieczorem… na pewno zrobi to szeptem.

trwa emigracja wewnętrzna. nie jest mi ani świątecznie, ani wesoło — nic na to nie poradzę. kiedy słyszę te wszystkie lukrowane pioseneczki i pobrzękiwanie dzwonków sań, robię się agresywna.

za trzy dni będzie po wszystkim.

Opublikowany w: on poniedziałek, 24.12.2007 at 3.16 Komentarze (4)

sen zimowy

raz, dwa, trzy, zapadamy w sen zimowy! pozwoli to uniknąć okolicznościowych niedogodności — np. świątecznych (zobacz poprzedni wpis), pogodowych (wyjrzyj za okno), egzystencjalnych (zadzwoń do swojego psychoterapeuty).

na dobranoc polecam ckliwe mruczanki brzydala Nicka.

kolorową:

czarno-białą:

korespondencyjną:

do zobaczenia wiosną!

Opublikowany w: on środa, 19.12.2007 at 23.52 Komentarze (4)

grrr, grudzień

nie lubię grudnia. nie lubię — i już. staram się nie tłamsić tych, którzy usiłują obudzić we mnie okolicznościowy entuzjazm, jednak uprzejmy dystans, na który silę się, szybko przechodzi w zaciekły sprzeciw wobec prób nawracania na jedyną słuszną drogę. nie lubię, mam prawo. będę go bronić do upadłego. aż do stycznia.

primo: okoliczności przyrody. permanentna ciemnica za oknem nastraja najwyżej do zapadnięcia w sen zimowy, a nie do jakiejkolwiek aktywności — szczególnie że do najpowszechniejszych w tym czasie zajęć należą: machanie szmatą, trzepanie dywanów oraz tłoczenie się w sklepach. mam gdzieś takie zawody, wolę zaszyć się z kotem, książką i grzanym winem pod kocem. i czekać na wiosnę.

secundo: to nie moje święta. nawet jeśli wierzę, to w co innego i trochę inaczej. na skutek zmasowanego ataku durnych pioseneczek na temat, jowialnych mikołajów, słodkich aniołków i innych bzdetów, ataku, który trwa przynajmniej od połowy listopada, zbyt łatwo zapomina się, o co właściwie w tym wszystkim chodzi. szkoda, że domniemana rocznica urodzin pewnego człowieka zamienia się w rozbuchane święto marketingu i hiperkonsumpcji.

tertio: nijak nie pojmuję powszechnie obserwowanego syndromu przedświątecznego — dobrowolnego umartwiania się w kolejkach, histerycznie wielkiego sprzątania, wielogodzinnego stania przy garach (w oparach absurdu i kiszonej kapusty). po co? żeby przez trzy dni męczyć się za stołem, a potem pić zioła na niestrawność albo brać tabletki na uspokojenie?

quatro: niektórzy sądzą, że powinnam wreszcie zrobić to czy tamto. nie mam ochoty dłużej ich wysłuchiwać, denerwować się i bronić udzielnego księstwa przed zakusami różnych życzliwych ciotko-wujków. cóż im odpowiadać? że moje życie jest… moje?

quinto: tak się złożyło, że mam niezbyt dobre skojarzenia. po prostu nie chcę za każdym razem męczyć się, wracając do tych wspomnień.

mogłabym dalej mnożyć argumenty przeciwko grudniowi. przecież zaraz po świętach będzie sylwester, kiedy znów wypada cieszyć się (niby z czego? z umownego końca? z kolejnych 365 dni, które minęły na zawsze?) i bawić do upadłego wśród ochów, achów, balonów oraz fajerwerków.

ale żeby nie było, że jestem skrajną pesymistką i nie dostrzegam żadnych pozytywnych aspektów: lubię grudzień za światła, którymi mruga do mnie miasto. wiem, wiem — tandeta…

Opublikowany w: on piątek, 14.12.2007 at 2.13 Komentarze (13)

ginger girls

w sam raz na grudniowy wieczór: dwie rude panie i jedna zimowa pieśń (oraz smutny rower, który nie może doczekać się wiosny).

pannacotta.jpg

pół roku temu słyszałam to na żywo.
pół roku temu — tak niewiarygodnie dawno…

Opublikowany w: on poniedziałek, 10.12.2007 at 1.12 Komentarze (5)

w domu i w zagrodzie

myślę, że to przeznaczenie. właściwy czas, właściwy kot… nawet posępny grudzień wydaje się mniej groźny, jeśli w domu czeka takie rude słońce. na dzień dobry miauczy zaczepnie, wieczorem upomina się o porcję należnych czułości, w międzyczasie — o ile akurat nie śpi — np. gra w piłkę lub rozprawia się z kolejną myszką.
przecudnie, prawda?

uwielbiam Pannacottę. nawet kiedy drapie to, czego drapać jej nie wolno. albo postanawia spoufalić się z wyjętym właśnie z szafy brązowym swetrem. i po stoczeniu walki podczas podawania tabletki. tak, wielbię ją bezwzględnie, bezwarunkowo, prawie bezinteresownie. z każdym dniem coraz bardziej. 22 godziny na dobę. natomiast przez pozostałe 2 godziny…

szanowni zakotowani, czy Wy też chwilami chcielibyście spacyfikować swojego zwierza, stosując mało subtelne metody? ja codziennie między 4 a 6 rano (czyli wtedy, gdy najlepiej się śpi, najfajniej śni, a ostatnią rzeczą, na którą ma się ochotę, jest wystawienie spod kołdry którejkolwiek części ciała) rozważam związanie, zakneblowanie, podanie silnych leków uspokajających oraz zastosowanie innych środków przymusu bezpośredniego.

co z tego, że wieczorem pochowam wszystkie zabawki wydające dźwięki, skoro są: a) wrony za oknem, b) papiery w koszu stojącym koło biurka, c) fascynujące wiklinowe kufry, d) dwa szmaciane chodniki z frędzlami, e) niezliczone atrakcje, które umilają kocie życie…

jeszcze trochę, jeszcze kilka takich porannych akcji, a zacznę chodzić spać z kurami (wronami) i wstawać z pierwszym brzaskiem. i w ogóle stanę się wzorową starą panną, taką książkową, zwariowaną na punkcie własnego kota. ha!

Opublikowany w: on czwartek, 06.12.2007 at 1.02 Komentarze (6)

jest port wielki jak świat

…a mnie tam nie ma. wygrała opcja grypowo-łóżkowa i stara, naiwna piosenka, której nie mam nawet na poskrzypującej kasecie:

bujany fotel jest dwubiegunowy też /w nim się zwiń i płyń.

pobujam się, pobujam. już niedługo. wiosną będę miała tyyyle siły… drżyjcie, Paryże, drżyjcie, Amsterdamy i inne miejsca, w których mnie do tej pory zabrakło. ja wam pokażę!

Opublikowany w: on poniedziałek, 03.12.2007 at 19.59 Komentarze (4)