w domu i w zagrodzie
myślę, że to przeznaczenie. właściwy czas, właściwy kot… nawet posępny grudzień wydaje się mniej groźny, jeśli w domu czeka takie rude słońce. na dzień dobry miauczy zaczepnie, wieczorem upomina się o porcję należnych czułości, w międzyczasie — o ile akurat nie śpi — np. gra w piłkę lub rozprawia się z kolejną myszką.
przecudnie, prawda?
uwielbiam Pannacottę. nawet kiedy drapie to, czego drapać jej nie wolno. albo postanawia spoufalić się z wyjętym właśnie z szafy brązowym swetrem. i po stoczeniu walki podczas podawania tabletki. tak, wielbię ją bezwzględnie, bezwarunkowo, prawie bezinteresownie. z każdym dniem coraz bardziej. 22 godziny na dobę. natomiast przez pozostałe 2 godziny…
szanowni zakotowani, czy Wy też chwilami chcielibyście spacyfikować swojego zwierza, stosując mało subtelne metody? ja codziennie między 4 a 6 rano (czyli wtedy, gdy najlepiej się śpi, najfajniej śni, a ostatnią rzeczą, na którą ma się ochotę, jest wystawienie spod kołdry którejkolwiek części ciała) rozważam związanie, zakneblowanie, podanie silnych leków uspokajających oraz zastosowanie innych środków przymusu bezpośredniego.
co z tego, że wieczorem pochowam wszystkie zabawki wydające dźwięki, skoro są: a) wrony za oknem, b) papiery w koszu stojącym koło biurka, c) fascynujące wiklinowe kufry, d) dwa szmaciane chodniki z frędzlami, e) niezliczone atrakcje, które umilają kocie życie…
jeszcze trochę, jeszcze kilka takich porannych akcji, a zacznę chodzić spać z kurami (wronami) i wstawać z pierwszym brzaskiem. i w ogóle stanę się wzorową starą panną, taką książkową, zwariowaną na punkcie własnego kota. ha!
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2007/12/06/w-domu-i-w-zagrodzie/trackback/

Ja przez pierwsze miesiące posiadania kota spałam w jednym pokoju, a J. i kot w drugim ;>
Przyznaję bez bicia również że posuwałam się do zamykania kota w łazience żeby złapać chociaż trochę spokojnego snu (hałasy dochodzące z łazienki mi nie przeszkadzały;) ).
Podrap Pannacottę za uszkiem ;)
Najgorsze pierwsze 30 lat, jak w małżeństwie - potem można się przyzwyczaić. Poważniej - u kotów mija to po ca 3, a u kotek po 4 latach. Stają się spokojniejsze i rozrabiają tylko w 3/4. I też raczej nocą.
:))) Kompletnie nie rozumiem Twojego problemu… jak moi sąsiedzi oglądali głośno mecze w TV, to zaczałem spać w zatyczkach do uszu. Nie wiem czy jeszcze je oglądają :D
O dziwo, zatyczki pozwalają się obudzić za pomocą budzika w komórce… to pewnie jakaś telepatia :D
Jeśli nie lubisz zatyczek, to pozostaje wyciąganie baterii z kota na noc :D
hmmm, przypomnialy mi sie fantastyczne dni, kiedy z moim (miesiecznym wowczas) kociakiem spedzalam kazda noc pod stolem w kuchni. pod stolem, bo tam mu sie najlepiej spalo, a w kuchni ze wzgledu na latwo zmywalna podloge - moje kocie cierpialo wowczas na panleukopenie (chororbe wysoce smiertelna u maluchow) ktorej glownym objawem byly ostra biegunka i wymioty. kot do dzisiaj jest nieuleczalnym neurotykiem, ale i tak to najwspanialszy zwierz na swiecie….
http://animalia.pl/produkt.php?id=4993 - polecam drapaczkę dla kotka. U mnie naprawdę się sprawdziła. Faust już zapomniał o szafkach w kuchni i dywanie… Już pierwszego dnia zaprzyjaźnił się z drapaczką i oszalał na jej punkcie (poczuł kocią miętę ukrytą w środku materiału:). Pozdrawiam
jedne moje koty w młodości uwielbiały urządzać nocne galopady po domu, z intensywnym udziałem skoków po łózkach. była też wspinaczka wysokoregałowa i spacery między stojącymi tam wazonikami itp.
inna kotka miała natomiast taką fazę, że chciała spać człowiekowi przy głowie i wiła sobie gniazdo w leżących na poduszce włosach (ja wtedy miałam długie), pracowicie ugniatając i przeczesując je łapami.
;D