tu Londyn, tu Londyn

mantra samolotowa: to taki pociąg, to taki pociąg, to taki pociąg… tylko inaczej… jest szansa, że wreszcie przekonam się do tego sposobu pokonywania przestrzeni, a przynajmniej poćwiczę panowanie nad strachem podczas podchodzenia do lądowania.

gdyby o miejscu zamieszkania miała decydować potęga smaku, Londyn wygrałby z Warszawą. zresztą nie tylko ze względów estetycznych. na pogodę nie można narzekać: styczeń. wiosna. słońce świeci, ptaszkowie śpiewają, kwiaty kwitną. czego chcieć więcej? spacerów nad Tamizą, wypadów do muzeum? ludzi, którzy są mili zupełnie bez powodu? papug i jeleni w parku? smacznego (!) piwa i pubów bez dymu papierosowego?
nie mogłam lepiej trafić :-)

tu się zestarzeję. już jutro…

Opublikowany w: on środa, 30.01.2008 at 15.15 Komentarze (10)

–> Lą

Londynie, szykuj się!!!

Opublikowany w: on czwartek, 24.01.2008 at 17.04 Komentarze (4)

wielkie wyprawy

od kilku dni dręczy mnie myśl o wyprawie do najbrzydszego szpitala na świecie. do TAMTEGO szpitala. co prawda tylko na chwilę, na jedno ukłucie, ale… to wystarczy, żeby robiło mi się niedobrze ze strachu. muszę być dzielna, najdzielniejsza — jak zawsze. muszę oswoić Wielki Lęk, bo wizyty na Ursynowie są koniecznością. jest szansa, że z czasem staną się coraz rzadsze…

na szczęście mam też w planach inną wycieczkę.
na razie palcem, a raczej kotem po mapie:

kotem_po_mapie.jpg

…za kilka dni naprawdę. nawet jeśli nie ma takiego miasta.

– jest Lądek, Lądek Zdrój, tak…
– ale Londyn – miasto w Anglii.
– to co mi pan nic nie mówi?!
– no mówię pani właśnie.
– to przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć, gdzie to jest. cholera jasna…*

* źródło wiadome

Opublikowany w: on poniedziałek, 21.01.2008 at 0.40 Komentarze (8)

rozmowy niekontrolowane

rozmowa nr 1:

J.: o, lodowisko!
M.: gdzie?
J.: tam.
M.: może czymś na nim wylądujemy — i będzie lądowisko!

rozmowa nr 2:

J.: marzy mi się rewolucja…
T.: jaka rewolucja? moralna?
J.: wolałabym niemoralną.
T.: coś więcej?
J.:
T.: ech, głupie pytania zadaję.

monolog wewnętrzny:

wiosna, kuna, kuna. zakochałabym się… ene, due… tylko w kim?

Opublikowany w: on czwartek, 17.01.2008 at 22.08 Komentarze (4)

wiosna, panie sierżancie?

dałam się nabrać na styczniową wiosnę — i mam za swoje. już nawet planowałam pierwszą triumfalną przejażdżkę rowerową, ale chyba lepiej, że do niej nie doszło. za zbyt śmiałe zamiary dosięgła mnie zemsta zimy: siedzę zawinięta w koc i szalik, próbuję przypomnieć sobie domowe sposoby walki z bólem gardła.

ciepły wiatr i trochę słońca sprawiły, że poczułam potrzebę zmian. chociaż zaczęłam niewinnie, czyli od fryzury, marzy mi się coś bardziej spektakularnego… jakaś życiowa rewolucja. niezbyt groźna, ale z przytupem. żeby potem móc powiedzieć z pełnym przekonaniem oraz poczuciem spełnionej misji: HA!

Pannacotta też uwierzyła w wiosnę — zrobiła się niezwykle rozmowna i zalotna. jest stuprocentową kobietą, co przejawia się m.in. zamiłowaniem do torebek oraz biżuterii. wiadomo: z torbami można walczyć, podgryzać je albo wchodzić do środka. a te papierowo-zakupowe idealnie nadają się na kryjówkę. kot w torbie (proszę nie mylić z kotem w worku) wygląda tak:

kocia_torba.jpg

natomiast kolczyki, korale czy pierścionki sprawdzają się przede wszystkim jako zabawki. oczywiście najpierw trzeba wdrapać się gdzieś, żeby zrzucić je na podłogę — to dopiero frajda!

wiosna, panie sierżancie. właśnie w styczniu. czemu nie?

Opublikowany w: on niedziela, 13.01.2008 at 22.46 Komentarze (11)

trzy po trzy

królewna biurewna

znowu zostałam tymczasową biurewną. klik, klik, dzyń, dzyń, śmiechy znad kubka kawy… chociaż temat niezbyt poważny, arrrbeit jest całkiem serio. będzie fajnie, zobaczysz — powtarzałam w myślach, jadąc rano zatłoczonym autobusem. przecież tak trzeba — usiłowałam wytłumaczyć sobie, że należy robić to co wszyscy. tak trzeba — nie dawałam za wygraną — i już. ale dlaczego?

niby słyszę podszepty zdrowego rozsądku, jednak wciąż zachowuję się, jakbym była rozbestwionym dzieciakiem: zajmuję się czymś, dopóki mnie to bawi. ponieważ dobra zabawa zwykle nie trwa zbyt długo, po pewnym czasie zaczynam czuć się jak ciemiężony niewolnik. nic na to nie poradzę. naprawdę.

czego nie widać

slad.jpg

pod spodem jest ślad po tym, czego już nie ma.

wygląda na to, że muszę nauczyć się nosić takie damskie gadżety. wiem, co sprawię sobie na urodziny — prezentem głównym jest Londyn (ciii, tym razem się uda), pobocznym będzie maskująca biżuteria.

deser

Mesdames et Monsieurs, zagadka królika: co robią latka?

Opublikowany w: on poniedziałek, 07.01.2008 at 23.23 Komentarze (4)

kocia muzyka

[przyznaję: podejrzane gdzie indziej]

Opublikowany w: on niedziela, 06.01.2008 at 3.25 Komentarze (4)

Pannacotta dziwi się światu

Pannacotta Ipanema odkryła dziś, że woda — szczególnie w dużych ilościach — jest mokra (bardzo ją to zdezorientowało), a koty jednak nie powinny wchodzić do wanny, szczególnie gdy ta została wcześniej napełniona. ja natomiast przekonałam się, że wysuszenie żałośnie wyglądającej istoty jest arcytrudną sztuką: oczywiście nie obyło się bez prychania, drapania, wierzgania, dramatycznego pomiaukiwania oraz desperackich prób ucieczki.

wyschnięta i wyspana zachowuje się, jakby nic nie zaszło — leży na moich kolanach, łaskawie pozwala głaskać się i drapać za uszkiem. na okrrrutnie mroźne wieczory polecam takie mruczące okłady. kocich kąpieli nie polecam.

Opublikowany w: on piątek, 04.01.2008 at 1.41 Komentarze (10)