tu Londyn, tu Londyn
mantra samolotowa: to taki pociąg, to taki pociąg, to taki pociąg… tylko inaczej… jest szansa, że wreszcie przekonam się do tego sposobu pokonywania przestrzeni, a przynajmniej poćwiczę panowanie nad strachem podczas podchodzenia do lądowania.
gdyby o miejscu zamieszkania miała decydować potęga smaku, Londyn wygrałby z Warszawą. zresztą nie tylko ze względów estetycznych. na pogodę nie można narzekać: styczeń. wiosna. słońce świeci, ptaszkowie śpiewają, kwiaty kwitną. czego chcieć więcej? spacerów nad Tamizą, wypadów do muzeum? ludzi, którzy są mili zupełnie bez powodu? papug i jeleni w parku? smacznego (!) piwa i pubów bez dymu papierosowego?
nie mogłam lepiej trafić :-)
tu się zestarzeję. już jutro…



