dzień kobiet

wygląda na to, że Pannacotta staje się prawdziwą kobietą. tylko czy musi przy tym przeraźliwie miauczeć?

a ja znów sypiam z termoforem (przewiało, auć). no tak: stara panna, termofor, kot… powinnam jeszcze zacząć szydełkować albo zająć się haftem krzyżykowym. to by było coś!

Opublikowany w: on sobota, 29.03.2008 at 13.14 Komentarze (18)

27.03

dzień podróży w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, dzień rozmyślań o tym, w którym punkcie jawa zamienia się w sen, co z tego wynika i jak długo może boleć. tym razem spokojniej niż rok czy dwa lata temu. czas jest funkcją pamięci? pamięć funkcją czasu? niewątpliwie jedno ma z drugim związek.

tyle wydarzyło się od tamtej pory (niekiedy zdaje mi się, że za dużo)… jednak wciąż są sprawy, których nie rozumiem. i pewnie nie zrozumiem, bo tak to jest, jeśli dotknie się Tajemnicy.

printer.gif

lubię to zdjęcie — chociaż jest nieostre i źle wywołane.
lubię je właśnie dlatego.

sztab_1985.jpg

wspomnienia też zmieniają kolory.

Opublikowany w: on czwartek, 27.03.2008 at 17.55 Komentarze (4)

sen wariata

w mieście P. nie dość, że klaustrofobicznie, to jeszcze paranoicznie. sen wariata. tandetna bajka. horror klasy B (a nawet Bardzo Be). kiedy tam jestem, mam wrażenie, jakby lada moment zza któregoś kiczowato pomalowanego bloku miał wyłonić się psychopatyczny morderca — z piłą mechaniczną lub też z karabinem maszynowym — i rozpocząć masakrę.

sen_wariata_1.jpgsen_wariata_3.jpgsen_wariata_2.jpg

według mkasik jestem znerwicowana, pogrążona w depresji… tak czy owak, sądzę, że należy ścigać i surowo karać sprawców zbrodni estetycznych.

printer.gif

wróciłam, święta uważam za zakończone. pora odpocząć.

Opublikowany w: on niedziela, 23.03.2008 at 19.38 Komentarze (31)

dlatego

i tak jest lepiej niż w grudniu. może przez to, że łatwiej zawłaszczyć, a następnie skomercjalizować narodziny niż skatowanie oraz śmierć. zmartwychwstanie co prawda jest spektakularne, jednak zbyt mistyczne, żeby dało się po prostu przerobić na popkulturową papkę…

dlaczego nie lubię świąt? cóż, mam powody. długo nawarstwiały się, z czasem zebrało się ich naprawdę dużo. ostatni, który waży najwięcej, to argument, jaki usłyszałam trzy lata temu od pewnego urzędnika w rozchełstanej sutannie, niedbale narzuconej na granatowy dres — że niedziela wielkanocna to najlepszy dzień na umieranie… od naziemnego personelu Boże broń (L. Janerka).

nie życzę sobie wesołych. udaję się na emigrację wewnętrzną, oczywiście połączoną z wyprawą do miasta P.
wolałabym pojechać nad morze.

Opublikowany w: on piątek, 21.03.2008 at 11.37 Komentarze (5)

1000 oceanów

spokojniej. w słuchawkach Tori. w torbie wino. w myślach bałagan.

10 dni, 1000 oceanów.

Opublikowany w: on środa, 19.03.2008 at 15.14 Komentarze (0)

10 dni

terror dat, rocznic, wspomnień, obowiązków. obrazy, które atakują, kiedy zamykam oczy. i jeszcze święta. jakieś. obowiązkowe. nie moje. a za oknem zamiast marca listopad. nie mam ochoty ani na wino, ani na czekoladę. co pozostaje? to co zawsze: zaszyć się gdzieś głęboko, przeczekać (wtedy dałam radę, wytrzymam i teraz).

Opublikowany w: on poniedziałek, 17.03.2008 at 22.59 Komentarze (4)

rowerowe

w czasach gdy zajmowałam się tzw. prasą wycieraczkową, bywało, że pracowałam nad ofertą dla cyklistów. pewnego razu, po kilku godzinach nierównej walki z nazwami, symbolami i skrótami myślowymi, litery wirowały przed zmęczonymi oczami, a w głowie powstawały przedziwne ciągi myślowe. spojrzałam kolejny raz na słowo rowerowe i zaczęłam śmiać się . ROWE-ROWE? jak jakiś hawajski okrzyk?! klasyczna głupawka z przepracowania…

dziś natomiast, w drodze na Kabaty i z powrotem, dowiodłam, że choć nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, można wjechać dwukrotnie w pole rażenia tej samej chmury. zanim dopadł mnie deszcz nr 1, obdzwoniłam tabuny pieszych, którzy spacerowali ścieżką rowerową wzdłuż al. KEN. właściciel szybszej maszyny był mniej subtelny — jechał, wrzeszcząc: „spierdalaaaaać!!!” (co rozbawiło mnie niemal tak jak owo hawajskie zawołanie). kiedy rozszalała się ulewa nr 2, uciekłam do metra.

a Beautiful Stranger niedługo dostanie piękne lampy.
i popadnie w ekstatyczny narcyzm.

Opublikowany w: on sobota, 15.03.2008 at 17.20 Komentarze (7)

rewolucja. nuda. majówka.

nie byłabym sobą, gdybym wiosną nie miała tradycyjnego ataku tęsknot rewolucyjnych (to taki sezonowy wirus). pewnie — jak zwykle — skończy się niezbyt konstruktywnymi pogróżkami oraz snuciem malowniczych wizji zmian… chyba że wreszcie coś we mnie pęknie i postanowię sprawdzić, co by było gdyby.

próbuję spacyfikować te ciągoty (a przy okazji poprawić sobie podły, skądinąd, humor), oglądając zdjęcia z ostatniej wyprawy:

j.jpg h1.jpg l.jpg m.jpg

nieśmiało planuję kolejną podróż. francuska majówka? czemu nie…

Opublikowany w: on piątek, 14.03.2008 at 15.04 Komentarze (2)

kryptonim „wiosna”

– słuchaj, a może… wybralibyśmy się na spacer? — z kiepsko maskowaną nieśmiałością zapytał dziś rano Beautiful Stranger. oczywiście celowo nie użył słowa „przejażdżka”, bo wiedział, że mu odmówię. – sama zobacz: taka piękna pogoda, słońce, pierwsze pąki, ptaszęta… — kusił niestrudzenie. – od pięciu miesięcy stoję smutny w kącie — próbował wziąć mnie na litość.

kiedy zastanawiałam się, co powiedzieć, żeby go przypadkiem nie urazić, przeglądał się w lustrze i kokieteryjnie mruczał: – przecież jestem najpiękniejszym rowerem na świecie…

cóż miałam robić, dalej stawiać opór?

Panie i Panowie, sezon rowerowy uważamy za otwarty!

printer.gif

Beautiful Stranger na tropie wiosny:

w2.jpg

(więcej tropów tu, tu i jeszcze tu).

Opublikowany w: on sobota, 08.03.2008 at 16.33 Komentarze (19)

***

stukot obcasów płoszy demony.
następny przegląd dopiero w styczniu.

Opublikowany w: on piątek, 07.03.2008 at 23.50 Komentarze (6)