terror dat, rocznic, wspomnień, obowiązków. obrazy, które atakują, kiedy zamykam oczy. i jeszcze święta. jakieś. obowiązkowe. nie moje. a za oknem zamiast marca listopad. nie mam ochoty ani na wino, ani na czekoladę. co pozostaje? to co zawsze: zaszyć się gdzieś głęboko, przeczekać (wtedy dałam radę, wytrzymam i teraz).
10 dni
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/03/17/10-dni/trackback/

mówiłam, zdradliwa pora. do maja nie ma się z czego cieszyć!
pozostaje zakładać kolorowe rajstopki i oglądać filmy. mnóstwo filmów.
.. i malować pisanki .. wyżywać się artystycznie… jak tak człowiek zwizualizuje tą gorycz to do razu robi się lepiej i lżej na sercu … to czemu by nie użyć do tego celu jajek ?? no i wartość dodana – zawsze można nimi potem obrzucić bardzo nielubianą osobę co daje mnustwo frajdy zwłaszcza gdy jajka są surowe…
i jeszcze ten cholerrrrny śnieg…
w takich momentach przypominam sobie scenę z “Doktora Żywago” – pole po horyzont usiane narcyzami, żonkilami. Żółć i zieleń energetyzują… bardzo!