co słychać?
miauczenie, jęki, westchnienia, wycie, zawodzenie… moje niewinne kociątko zamieniło się w demona seksu. o ile w ciągu dnia da się to wytrzymać, noce są traumatyczne — szczególnie dla sąsiadów, ja już chyba przywykłam. siedzę z Pannacottą na podłodze albo na kanapie, zabawiam ją, zagaduję, głaskam i ślicznie proszę, żeby nie krzyczała aż tak. nad ranem obie padamy.
próbuję nie zwariować, a w międzyczasie pracować, spać, czytać, zdobywać rowerowo bliższe i dalsze okolice.
koci bogowie, zlitujcie się nad nami…
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/04/05/co-slychac/trackback/

wysterylizuj ja. moze wtedy nie bedzie. vincent tak nie ma ;) ew mozesz przyjsc z nia do mnie, on jej nic nie zrobi a moze sie babka wyszaleje.
i tak sie ciesz ze masz kotke - one nie znacza terenu… a moje koszydlo, jak dojrzalo to tak nalalo m-zonkowi do butow, ze nie dalo sie juz z nimi nic zrobic. zreszta nie tylko buty znaczyl - niemal kazdy zakatek domu byl do wymiany i tak bardzo, jak mescy czlonkowie rodziny wzdrygali sie na sama mysl, broniac zaciekle dumy mego kota, poszlo biedactwo pod noz i problem sie skonczyl.
tak, tak, zabieg w planach. już niedługo.
Koci bogowie nie uczcie nas tego!
Świetny sposób z tym rowerem, wysiłkowe zwalczanie problemów należy do moich ulubionych.