nie, nie jestem zła. jestem wściekła.
o jeden telefon za dużo, o jeden mail za daleko. ale to dobrze, może właśnie tego potrzebowałam — silnego impulsu, żeby wreszcie coś zrobić. mam ogromną nadzieję, że jutro rano i przez kolejne dni ta wściekłość będzie równie konstruktywna i motywująca, taka, która zamienia się w prawdziwy zapał. że kolejny raz nie podwinę ogona pod siebie i nie powiem: oczywiście, już, zaraz.
przypomniało mi się rzucone kilka dni temu (ot, tak, od niechcenia) zdanie: każda porządna rewolucja zaczyna się od planu nie do zrealizowania.
a zatem… do dzieła!

dasz rade!
dobra decyzja.
trzymam.
przywdziewasz beret z gwiazdką?
taaak. i zapuszczam brodę.
intrygujace, szkoda ze nie wiem ocb :) w kazdym razie wszystko sie da zrobic. powodzeniaaa!
do dzieła, pani Minister!
mam gdzieś cygaro skitrane.
trochę zeschnięte, bo ponad rok leży poza humidorem, ale jak broda i beret, to może i ono się przyda.
super !!! jeśli trzeba urządzić gdzieś pikietę albo głodówke – to ja się piszę Pani Minister !
a propos pikiety, to ja wciąż nad “Lubiewem” ślęczę… :-)
–> Szanowni Wszyscy:
dziękuję za wsparcie.
–> Maszo:
co prawda to osobista krucjata, ale gdyby trzeba było zjednoczyć siły albo podpisać petycję, dam znać.
–> PC:
i jak, zachwyca?
tak, choć ja już inaczej ślęczę – pracowicie.
przeczytałem dwa tygodnie temu i byłem zachwycony.