biały, czarny, różowy
– to teraz jeszcze tylko powinnam wypisać pani receptę na jakiegoś księcia na białym koniu…
– może być nawet książę bez białego konia.
– hmm, a na czarnym?
– na czarnym rowerze! ja jeżdżę na białym, będzie pasował.
(rozmowa z moją ulubioną panią lekarz)
à propos spraw czarno-białych — widziałam „Upiora w operze”. przyznaję, rozmach przedsięwzięcia robi wrażenie. chyba nawet wzruszyłam się (aż pół razu). ale największą frajdę sprawił mi wystający z prawej kulisy kawałek różowej kanapy… podczas mrocznej, cmentarnej sceny :-]
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/04/26/trzy-kolory/trackback/

ja nie mam aż tak ambitnych planów operowych ale ponoć “Sweeney Todd” zapowiada się rewelacyjnie.. już ostrzę sobie ząbki :)
no a tak na marginesie - to nie wiedziałaś, że żadne porządne przedstawionko bez różowej kanapy obejść się nie może? zwłaszcza jeśli jest to scena cmentarna .. (nie mylić z hieną cmentarną)..
inaczej nie ma klimatu, to taki postmodernizm teraz …
Maszo, post czy nie post — mogliby dopracować szczegóły techniczne. a sama wizyta na UwO to raczej dzieło przypadku, nie szczególne ambicje. ale wiesz, darowanemu biletowi nie zagląda się ;)
no fakt, spierać się nie mogę bo rację Pani Minister ma do ukrycia, ale jak sama Pani Minister wie - jaki kraj takie szczegóły :)
co do biletu to też prawda - nie ma co farby drukarskiej zdrapywać zwłaszcza na darmowym.
ale u nas już tak jest, że zawsze coś sie wyłoży na detalach bo przecież zawsze najważniejsza jest “wizja artystyczna” no i mogą się usprawiedliwić - “co się będzie przecietny widz gapił za kulisy skoro i tak głownego przesłania nie rozumie?”.
dystans, dystans trzeba zachować Pani Minister bo inaczej nam “walniętym estetom” przyjdzie zwariować w tym kraju..
chociaż, czy ja mam prawo wyrażac takie opinie skoro utknęłam na etapie remiksów ??? ;)
a w którym miejscu się wzruszyłaś? bo ja nie pamiętam dobrego momentu…
podczas przedstawienia, na którym byłam, mieli jakiś problem z kotarą (ta, co pojawiała się podczas scen w biurze teatru), bo się zaplątywały w nią np. drewniane przeciwwagi itp.
–> Maszo:
spektakl naprawdę został nieźle zrobiony. rzecz w tym, że dla mnie najbardziej interesujące było właśnie rzemiosło (a nie akcja czy głębia psychologiczna postaci) — dlatego tak raziła ta nieszczęsna kanapa.
–> cyberkocie:
zdaje się, że podczas którejś partii Upiora. było to najwyżej lekkie drgnięcie powieki, nie katharsis. ale nie narzekam, bo nie spodziewałam się wzlotów na wyżyny.
http://pl.youtube.com/watch?v=CoSL_qayMCc&feature=related
polecam
o, to ta słynna smutna pieśń (zachowam ją na odpowiednią okazję). i Dublin + okolice w tle!
…nie wytrzymałam ….krążek już na mojej półce… POLECAM SMACZNA DLA UCHA MUZA w całości