impertynencje, prowokacje

przyznaję: czasami naprawdę zazdroszczę niektórym ludziom tupetu, bezczelności i bezmyślności. przecież to ogromnie ułatwia życie, jeśli nie trzeba się zastanawiać, co wypada, co nie, gdzie leży granica między zwykłym nietaktem a poważniejszym faux pas, na ile można sobie pozwolić, żeby nie zostać uznanym za prostaka czy też impertynenta.

słusznie założyłam, że uwierzę w rewolucję nie po tych pięknych obietnicach, a dopiero kiedy zobaczę faktyczne efekty. czy muszę dodawać, jak szybko rozczarowałam się? niech tylko skończę z tą przebrzydłą anginą — wtedy przystąpię do realizacji drugiej części planu.

zostałam dziś sprowokowana do okolicznościowej wycieczki w przeszłość:

…tak, to ten słynny dzień, kiedy chciałam wyjść z sali, bo nagle, medytując nad pustą kartką, doszłam do wniosku, że przecież matura nie jest mi do niczego potrzebna… jednak zmusiłam się, zostałam. potem nieoficjalnie dowiedziałam się, że kiedy ciało sprawdzające zobaczyło w brudnopisie moją listę lektur, od razu chciało postawić szóstkę. skończyło się tylko piątką, bo nie wykorzystałam wszystkich pozycji. w ogóle dość anarchistycznie podeszłam do zasad — zamiast klasycznej rozprawki napisałam esej tylko o trzech książkach.

natomiast historia minęła zupełnie bezstresowo. wicedyrektorka śmiała się, że zużyję wszystkie dostępne arkusze. na koniec, gdy oddawałam pracę, stwierdziła: chyba Justyna jest jedyną osobą zadowoloną z egzaminu.

w ten oto sposób dokonał się jeden z ciekawszych zwrotów dziejowych: po czterech latach życia sprawami ważniejszymi niż szkolne (no, może poza polskim i historią od połowy trzeciej klasy) zdałam maturę ze średnią 5,0. zabawne…

nieprawdaż?

Opublikowany w: on poniedziałek, 05.05.2008 at 14.16

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/05/05/impertynencje-prowokacje/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Liczba komentarzy: 5 Leave a comment.

  1. On poniedziałek, 05.05.2008 at 15.17 Masza Said:

    witamy w realnie-namacalnym świecie. tu nie ma miejsca na ideologie a jedynie na zimne i bezwzględne wyrachowanie.
    ale pocieszę cię, nie jest tak źle jak się wydaje. kiedy już zdepczesz cały legion ptasiomózgich ćwików przyjdzie czas na to żeby być “tym dobrym” i móc żyć w zgodzie ze sobą, o ile nie zapomnisz jak to jest.

    przepychanie się przez zastępy zawodowego plebsu jest zadaniem niewdzięcznym, uwłaczającym ludzkiej godności i poczuciu własnej wartości. to odarcie człowieka z człowieczeństwa. na usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, że to nie ty ustaliłaś te regóły ale musisz według nich grać, bo jeść, pić, ubrać sie i mieć gdzie mieszkać trzeba. to taka odmiana fali jak w wojsku, tyle, ze nie robią ci kocówy ale kopią po kostkach ile wlezie.

    może zrób tak jak ja - wal tych którzy są mocniejsi ?
    czynność przyjemna, ambitna, zmusza do pracy mózg a nie etykę. a i efekty są o wiele bardziej zadowalające.

    ludzie tacy są, zachowują się jak dziecie, zawsze będą sprawdzać na ile mogą sobie u ciebie pozwolić i gdzie leży granica twojej cierpliwości. ale jak dostaną lekcję - świat staje się lepszy :)

  2. On poniedziałek, 05.05.2008 at 15.26 Pan Cygaro Said:

    no moja średnia znacznie gorsza, o cały jeden punkt.
    ale z polskiego oczywiście piątka była.
    w sumie to nie pamiętam dlaczego właściwie nie dostałem szóstki… za tekst o “Ulissesie”, “Grze w klasy” i “The Wall” Pink Floydów chyba mi się należała…
    jeszcze tam jakaś lektura była na siłę wciśnięta, żeby szkole nie było przykro. ale zapomniałem co też to było. na pewno nie Reymont. :-P

  3. On poniedziałek, 05.05.2008 at 16.21 J. Said:

    –> Maszo:
    ale ja nie chcę walić, gryźć i kopać. wystarczyłaby mi w miarę normalna praca, w której ktoś szanuje swoje słowa, mnie i mój czas… wiem, jestem naiwną idealistką.

    –> PC:
    o „Grze…” w końcu nie napisałam, o „Stu latach samotności” też nie. Szkoda.

  4. On poniedziałek, 05.05.2008 at 22.11 Masza Said:

    oh.. J. myślisz, że to takie proste gryźć walić i kopać ? nie, jeżeli chcesz to robić z klasą :)
    prawda jest jednal taka, że jeżeli chcesz normalnie pracować to twoje aspiracje muszą być wyższe, o wiele wyższe. normalność przychodzi .. z czasem. bez solisnie wydrapanych, wykrzyczanych, wykopanych i wygryzionych podstaw możesz zostać co najwyżej rozżaloną sfrustrowaną księżniczką. a te “agresywne” zabiegi pozwolą ci na normaność. nie patrz tylko na siebie, patrz na ludzi którzy cię otaczają. oni tego potrzebują, oczekują tego od ciebie. musisz mieć wokół siebie bufor bespieczeństwa a łagodnym metodami tego nie osiagniesz, bo ładgone i kluturalne metody po pierwsze są nie w modzie, a po wtóre.. cóż, każdy sądzi według siebie. na tym początkowym etapie musisz zapomniec o tym co chcesz a robić to czego od ciebie oczekują - a właśnie oczekują kopaia, gryzienia i walenia po łbie.

  5. On czwartek, 08.05.2008 at 19.18 J. Said:

    proste? dla mnie nie.
    ale to już bez znaczenia. podjęłam decyzję.

Leave a Comment