Amélie Poulain
czy muszę tłumaczyć, dlaczego lubię „Amelię”?
na kiepski nastrój można zaserwować sobie serię min:
a przy tej wersji walca zupełnie się rozpłynąć…
![]()
żeby nie było za słodko: nie lubię, kiedy pracownicy służby zdrowia zapominają o słowie służba (szczególnie jeśli za korzystanie z owej muszę słono płacić).
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/05/09/amelie-poulain/trackback/

Nie musisz.
Ale mam pytanie: Jak sobie radzisz z tym, ze choc jestes jednostka z pewnoscia nieprzecietna, to okazuje sie,ze ulubiłas film (ksiazke, piosenke), ktory uwielbiaja rzesze? Jak radzisz sobie ze swiadomoscia, ze jestes nieoryginalna w swym plebejskim guscie? Ze lecisz psim swedem tam, gdzie reszta wzgardzanego spoleczenstwa?
(Ja: Amelia, Bulhakow, Romeo&Juliet itp. - nie radze sobie :))
Walc trudny i niepokojący.
————
Bylam ostatnio na operacji jednodniowej za 2200. Fajnie bylo. Sniadanie tak wypasione, ze zabralam w serwetce do domu pokazac Michalowi.
jak sobie radzę? ignoruję to z godnością.
lepiej udawać, że kultura popularna nie istnieje — albo że jestem ponad? bzdura. psim swędem, owczym pędem… trudno, zdarza się. a wiesz, ile razy pojawia się w „Amelii” niewidomy staruszek? policzyłam wczoraj :)
2200? kosztowne to śniadanie…
Hmm. No wlasnie problem w tym, ze ja ignorowac nie umiem. Chyba rzecz w tym, ze wspolczesnie w dobrym tonie jest snobowanie sie na intelektualistow wyzszj klasy. Intelektualisci prawdziwi snobowac sie nie musza, stad Twoje podejscie sluszne.
Nie wiem, ile razy pojawia sie staruszek, ale chetnie sie dowiem :) I sprawdze, czy dobrze liczylas ;)
(Mamusia mowila kai: “nie pisz komentarzy po powrocie z wesela, bo pomyli Ci sie ped ze swedem, a owca z psem” - prosze Autorke bloga o wybaczenie…
Sniadanie drogie, fakt. I straszne jest to, ze na panstwowa kromke chleba z kielbasa musialabym czekac pół roku…
snobizm to przypadłość osobnicza bardziej, niż moda…
i z kompleksów się rodzi… i poczucia takiej sobie wartości…
(tak mówią “prawdziwi psychologowie wyższej klasy”:)
najzdrowiej chyba prawdziwym być… po prostu
…ale ale…! czy pięćdziesięciotysięcznik otrzymał dyplom na okoliczność albo coś…? i kto jest tym szczęśliwcem…?:)
–> kaja:
wysnobowanych intelektualistów wyższej klasy staram się omijać szerokim łukiem. a staruszka wypatrzyłam cztery razy. sprawdź, porównamy wersje.
–> DZ:
prawdopodobnie masz rację :)
dyplom pięćdziesięciotysięcznika powinien powędrować do Maszy (ale ona ma teraz ważniejsze sprawy na głowie) albo do pana Hugo. nie jestem pewna, miałam bałagan w statystykach.
“najzdrowiej chyba prawdziwym być… po prostu”
a to takie proste..? Mnie jakoś nie zawsze wychodzi.
Staruszka sprawdze.z checia.
po prostu.
jak mawia znajomy nurek: „nie myśl o tym, płyń”.