magdalenka farmaceutyczna

kolejność rzeczy: 1) niewinna infekcja; 2) dzika angina; 3) zagadka laryngologiczna (pani l. nie raczyła ukryć przerażenia: „nigdy nie widziałam tak fatalnego gardła!”).

aplikując dopaszczowo kolejny medykament, odkryłam, że smak dzieciństwa to dla mnie (może nie głównie, ale w dużej mierze) smak leków. zamknęłam oczy i przypomniałam sobie dokładnie tę znienawidzoną żółtą gorycz… a potem inne apteczno-medyczne specyfiki: słodki różowy syrop (jak on się nazywał?) — i ten drugi, niedobry, z młodych pędów sosny, dwa sypkie rarytasy: vibovit oraz visolvit, wstrętne białe tabletki, które należało rozpuścić i od razu wypić (nie mogłam zrozumieć, skąd wzięła się ich dziwaczna nazwa), dławiący proszek z furkoczącego inhalatora…

to wszystko oczywiście uruchomiło lawinę skojarzeń, obrazów, historii — i wniosków, np. o smakach, zapachach czy kolorach nie tylko dobrych wspomnień.

(a z żółtym paskudztwem będę spotykała się częściej, niż bym chciała: 4 razy dziennie, aż przez dwa tygodnie).

Opublikowany w: on poniedziałek, 12.05.2008 at 16.47

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/05/12/magdalenka-farmaceutyczna/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Liczba komentarzy: 14 Leave a comment.

  1. On poniedziałek, 12.05.2008 at 20.20 DoppelZylinder Said:

    no coś Ty…!? z młodych pędów sosny to nawet sam robiłem Zającowi - było pyszne…! ( i bardzo słodkie…:)

  2. On poniedziałek, 12.05.2008 at 22.52 Pan Cygaro Said:

    ble, jednak nie najlepsze z tej sosny. sam nie tak dawno zapodawałem i ble.

  3. On poniedziałek, 12.05.2008 at 23.40 matka chrzestna Said:

    z sosny był syropek “pini”. z tego samego zestawu chyba był syrop “tymi”. obydwa mi smakowały. na gardło w dzieciństwie hurtowo ssałam faringosept (brudził jęzor). poza tym była rozpuszczana w wodzie polopiryna, a po niej poty. ponieważ w dzieciństwie dużo leczono mnie zastrzykami, do dziś żywo pamiętam charakterystyczną papierową torebkę z ampułkami, a dźwięk “penicylina” budzi silny rezonans w mym wnętrzu ;P. no i oczywiście vibovit, pamiętam też na przełomie 80/90 taki trend na kinder biovital wzmacniający…była też niezapomniana maść kamforowa i ni zapominajmy, że smarkało sie w cieta na arkusze ligninę…
    (magdalenka zaraźliwa? :) )

  4. On wtorek, 13.05.2008 at 1.53 J. Said:

    –> DZ & PC:
    z sosny fuj — i w wersji aptecznej (wyżej wspomniany pini, czy jak mu tam), i domowej (właśnie takim mnie pojono).

    –> matko chrzestna:
    najwyraźniej zaraźliwa.
    lignina, faktycznie! pyliła jak jasna cholera i nie była zbyt przyjazna dla nosa. do faringoseptu przekonałam się dopiero niedawno. a na pudełku z maścią (również fuj) był kotek :)
    co do penicyliny — u mnie wywołała pewnego razu nie tylko rezonans, ale też całkiem porządną zapaść. ocknęłam się na moment z wbitą w udo przeraźliwej wielkości igłą, w karetce jadącej na sygnale, a potem dopiero następnego dnia w szpitalu. brbrbrr.

  5. On wtorek, 13.05.2008 at 3.14 DoppelZylinder Said:

    przestań że opowiadać te horrory - z pinifariną, igłami i zastrzykami zwłaszcza…! cholera… już czuję że nie zasnę…:(

    zdrowia życzę

    pss. również fuj był kotek…?:)

  6. On wtorek, 13.05.2008 at 16.37 cyberkot Said:

    a może Twoje problemy biorą się od kota? może podrażnia Cię? :(

    ja ostatnio mam taki katar, że kiedy smarkam, pojawiają mi się gwiazdy przed oczyma!

  7. On wtorek, 13.05.2008 at 21.41 J. Said:

    –> DZ:
    dziś na dobranoc poczytaj mniej drastycznego bloga.
    fuj była maść, kotek był ładny.

    –> cyberkocie:
    zastanawiałam się nad tym — raczej nie. zaczęło się jeszcze przed Pannacottą, a kicham i płaczę głównie na dworze.

  8. On wtorek, 13.05.2008 at 22.40 DoppelZylinder Said:

    dziś na dobranoc czytam ustawę o zasadach zbywania mieszkań będących własnością przedsiębiorstw państwowych…
    na razie mam wysypkę, a obawiam się koszmarów i nocnego moczenia…

  9. On środa, 14.05.2008 at 0.47 J. Said:

    Ministerstwo ostrzega: ustawa albo zdrowie — wybór należy do Ciebie.

  10. On środa, 14.05.2008 at 7.30 cyberkot Said:

    a tak w ogóle pierwsze moje skojarzenia z tytułem wpisu dotyczyły masakry w Magdalence… może dlatego, że nie lubię Prousta ;)

  11. On środa, 14.05.2008 at 19.09 J. Said:

    hmm, nie wpadłabym na to :)
    muszę przyznać, że też nie przepadam za panem P., tzn. nie przyswajam go. może jeszcze kiedyś spróbuję nadrobić zaległości.

    aha, nie mów o masakrze, bo nadwrażliwi czytelnicy nie będą mogli zasnąć. i znowu będzie na mnie…

  12. On środa, 14.05.2008 at 20.55 matka chrzestna Said:

    a ja to jestem trochę chora obecnie i pewnie dlatego tak popłynęłam tym medycznym wspomnieniem… ;)
    uwaga o pierwszym skojarzeniu cyberkotki mnie powaliła ;D
    a propos straszenia: kto miał stawiane bańki? ;)

  13. On czwartek, 15.05.2008 at 14.41 J. Said:

    bańki, ba! zawsze bałam się ich.
    kolejny horrorek ;>

  14. On czwartek, 15.05.2008 at 19.04 DoppelZylinder Said:

    baniek się nie lękam - ha…!:)
    to nawet przyjemne może być - dużo zależy od stawiającego(ącej)…

Leave a Comment