szczyt aspołeczności: pojechać na Masę — żeby z przerażeniem stwierdzić, że jest tam zbyt tłoczno.
szczyt niefrasobliwości: obdzwonić bandę motocyklistów, którzy rozsiedli się na ścieżce rowerowej, a potem, ze względu na jakże wymowny gest współtowarzysza broniącego mojej czci, salwować się ucieczką przez park.
szczyt naiwności: wierzyć, że zabawa w bliskość dobrze się kończy.
szczyt niewiary w siebie: ot, cała ja.

nieudane szczytowanie to jeszcze nie powód do załamki…:)
a ~zabawa~ w bliskość rzadko dobrze się kończy…
ale kto powiedział, że nieudane?
nieudane szczytowanie to…kompleks drugiej osoby nie zaryzykuje – mimo prowokacji “szczytowania” ,,,jego/ -jej (sytuacji) strata….
…to dla mnie zbyt skomplikowane… we-wnętrznie…:(
to ta pora. ja też zgubiłam się.