queendom

no dobrze, królewno, czas skończyć z tą pozą à la Hermenegilda Kociubińska, poetka hermetyczno-sympatyczna (jednakowoż bardziej hermetyczna niż sympatyczna), i zająć się tym, co jest naprawdę. żeby czegoś, być może ważnego, nie przegapić. od poniedziałku? od jutra? nie, od zaraz.

zapachniało również pracowymi zmianami. uwierzę, kiedy dotknę. albo gdy podpiszę papier. na razie wolę myśleć o wakacjach.

a teraz zaklęcie: I’m not afraid to create my queendom.

plan jest taki: powtórzę sto razy, za sto pierwszym uwierzę…

Opublikowane w: on poniedziałek, 30.06.2008 at 1.30 Komentarze (4)

second skin

I think I need a second skin — motto minionych czy postanowienie na nadchodzące dni? pomyślę o tym jutro.

Opublikowane w: on czwartek, 26.06.2008 at 12.06 Komentarze (8)

życie i cała reszta

zacznę od całej reszty.

spełniłam dobry uczynek. może nawet dwa. koło Grycana przy Puławskiej, na ścieżce rowerowej — a częściowo na przecinającym ją wjeździe — ktoś nonszalancko zaparkował samochód. jechałam ścieżką (tzn. slalomem), obok przechodzili dwaj młodzi, znudzeni policjanci. zatrzymałam się koło nich i powiedziałam: jejku, jejku, tam stoi auto! bardzo nieładnie z jego strony! nic mu panowie nie zrobią? panowie, chłopcy raczej, nagle wyprostowali się, poczuli zew, niemalże zasalutowali i pomaszerowali zająć się pojazdem miłośnika lodów, łamacza przepisów. tak oto przyczyniłam się do ukarania drania tarasującego ścieżkę rowerową oraz dostarczyłam odrobinę rozrywki miłym panom.

potem z rozpędu zgubiłam się. bo po co zabrać ze sobą mapę niezbyt dobrze znanej okolicy… na szczęście zorientowałam się, że coś jest nie tak, kiedy zobaczyłam napis na tabliczce z nazwą ulicy: Jelonki Północne. nie tam miałam dotrzeć :)

do „całej reszty” zalicza się też komplement dnia: podobno nie jestem taka groźna, jak się wydawało…

a życie, cóż… czasami jednak je doganiam.

Opublikowane w: on niedziela, 22.06.2008 at 23.48 Komentarze (5)

wielkie niepozbieranie

zapiski na marginesach. na marginesach marginesów, gdzie myszka nie sięga. życie mi ucieka. życie jest gdzie indziej. nie potrafię go dogonić. (oraz inne ponure wnioski). jestem gejzerem optymizmu, jestem gejzerem optymizmu, jestem… bezsilna.

lepiej nie wiedzieć? więc co mam zrobić z nagłą przenikliwością, wyostrzeniem obrazu, jasną wizją niezrozumiałych wcześniej zdarzeń?

lubię: wgryzać się w krwiste mięso czereśni. ich słodki sok na palcach. burze. nie lubię: wstawać o 6 rano. siebie w takim stanie.

(wszystko nie tak. odruchowo wysyłam sms-y pod niewłaściwy numer. i jeszcze wino złe — półsłodkie, a miało być półwytrawne).

Opublikowane w: on piątek, 20.06.2008 at 19.56 Komentarze (10)

cykloza i ciepłe bułeczki

– muszę ci coś powiedzieć. bo wiesz, widziałam przed chwilą narzeczonego. na rowerze, takim super, czarno-zielonym. podobny do (…), ale z długimi włosami i…
– ???
– narzeczonego. dla ciebie. i miał taki fajny rower. ale byście wyglądali razem na przejażdżkach!

chyba nie jest dobrze, Szanowne i Szanowni, powinnam zastanowić się nad sobą, skoro osobista koleżanka dzwoni wielce zaaferowana, żeby oznajmić, że właśnie znalazła, tzn. wypatrzyła dla mnie narzeczonego. ów jednak oddalił się bez słowa, podobno gdzieś na północ. phi, przecież ja wyjdę za mąż za Beautiful Strangera!

przy okazji — uroczy fragment testu na cyklozę: prawdą jest, że… gdy mijam rowerzystę płci przeciwnej, najpierw przyglądam się jego/jej rowerowi.

a dziś rano obudził mnie kurier. pracowy, oswojony. zapytałam, czy przywiózł ciepłe bułeczki (co z tego, że nie jadam) — oczywiście zapomniał. mógł chociaż pomyśleć o mleku do kawy…

Opublikowane w: on czwartek, 19.06.2008 at 2.03 Komentarze (9)

sztuczki

królewna Pannacotta opanowała nową sztuczkę: nauczyła się wskakiwać mi na kolana, kiedy siedzę przy biurku. do tej pory zwykła przychodzić i domagać się, żeby ją podnieść, aż nagle… wydała przeciągłe miauknięcie (które zapewne miało oznaczać: „święta Kocisławo, miej mnie w opiece! albo się uda, albo nie”), po czym zgrabnym susem wpakowała się tam, gdzie wcześniej musiała wjeżdżać windą — czym zadziwiła i siebie, i mnie.

inna sztuczka: czy coś, co właściwie nie istnieje, może się skończyć?
taki życiowy es flores

Opublikowane w: on poniedziałek, 16.06.2008 at 14.29 Komentarze (8)

wytropione

przeglądając zdjęcia z majowej Masy, wpadłam na własny trop:

zaplątałam się też do innego albumu:

Beautiful Stranger nie tylko jest maszyną do zmieniania rzeczywistości, ale także do zjednywania ludzi. tyle osób uśmiecha się do niego i wpada w zachwyt… wczoraj miły pan zaproponował, żebym weszła z rowerem do sklepu, bo na zewnątrz nie było jak bezpiecznie zaparkować.

Opublikowane w: on piątek, 13.06.2008 at 15.31 Komentarze (2)

3 x n

po pierwsze: normalnie

– bo ja bym chciała, żeby było normalnie…
– normalnie to powinnaś mieć etat zamiast wolnego strzelca i dziecko zamiast kota. normalne rzeczy przytrafiają się normalnym ludziom, a nie nam.

powinnam? nie lubię tego słowa. za słowem „normalnie” właściwie też nie przepadam.

po drugie: niepodległość

świat mi się skurczył. zapieram się rękami i nogami, żeby go jakoś rozciągnąć, przywrócić mu dawny rozmiar i kształt. świat nie powinien być tylko od — do, nie może nazywać się jak (…). walczę z najeźdźcą, z wiatrakiem we własnej głowie. o niepodległość.

po trzecie: nie

nienazwane nie istnieje. nie powiem.

Opublikowane w: on środa, 11.06.2008 at 14.10 Dodaj komentarz

niedziella

burrrum, grrrrum — odgrażała się czerwcowa burza. mogłaby wejść do środka, przetoczyć się z hukiem i zmyć historie/histerie z ostatnich tygodni. żebym poczuła się wolna od schematów, w które uparcie brnę, żebym wreszcie zrobiła coś innego, zaczęła coś naprawdę od nowa.

przeszła obok. bez zmian. kolory. dźwięki. zapachy. niepokoje.

kolory

to chyba najstarsze z moich ubrań. jeśli ja mam prawie 30, one mają… ponad 40 lat. znowu je noszę — dobry znak.

a to laurka okolicznościowa dla O.:

Opublikowane w: on niedziela, 08.06.2008 at 14.46 Komentarze (6)

zrób to sam(a)

droga redakcjo, jak zmienić dętkę przez gadu-gadu?

trzeba podważyć czymś oponę na przeciwnym krańcu względem wentyla. przy wentylu się najtrudniej coś robi z gumą, dlatego zdejmowanie się zaczyna najdalej od niego, a zakładanie — przy nim. najszybsze zakładanie gumy: umieść całą dętkę wewnątrz opony. zadbaj, żeby wentyl wystawał, jak należy — po promieniu. włóż wentyl w otwór obręczy (zadbaj, żeby był prosto). jedną z krawędzi opony załóż na obręcz, poczynając od okolic wentyla. włóż drugą krawędź na obręcz (możesz użyć klucza, ale uważaj, żeby nie skaleczyć dętki). porusz oponą na całym obwodzie koła, żeby dętka w środku się ułożyła. napompuj trochę. jeżeli masz samochodowy wentyl (oby), podjedź na stację Statoil przy Puławskiej do kompresora i nabij sobie koło 3 bar.


w roli redakcji — niezastąpiony Pan Cygaro,
w roli dzielnego rozkręcacza-zmieniacza — ja,
w roli najlepszego przyjaciela samotnej kobiety — klucz francuski.

Opublikowane w: on piątek, 06.06.2008 at 19.24 Komentarze (7)