zacznę od całej reszty.
spełniłam dobry uczynek. może nawet dwa. koło Grycana przy Puławskiej, na ścieżce rowerowej — a częściowo na przecinającym ją wjeździe — ktoś nonszalancko zaparkował samochód. jechałam ścieżką (tzn. slalomem), obok przechodzili dwaj młodzi, znudzeni policjanci. zatrzymałam się koło nich i powiedziałam: jejku, jejku, tam stoi auto! bardzo nieładnie z jego strony! nic mu panowie nie zrobią? panowie, chłopcy raczej, nagle wyprostowali się, poczuli zew, niemalże zasalutowali i pomaszerowali zająć się pojazdem miłośnika lodów, łamacza przepisów. tak oto przyczyniłam się do ukarania drania tarasującego ścieżkę rowerową oraz dostarczyłam odrobinę rozrywki miłym panom.
potem z rozpędu zgubiłam się. bo po co zabrać ze sobą mapę niezbyt dobrze znanej okolicy… na szczęście zorientowałam się, że coś jest nie tak, kiedy zobaczyłam napis na tabliczce z nazwą ulicy: Jelonki Północne. nie tam miałam dotrzeć :)
do „całej reszty” zalicza się też komplement dnia: podobno nie jestem taka groźna, jak się wydawało…
a życie, cóż… czasami jednak je doganiam.

imperialistycznym posiadaczom motoryzacyjnym twardo mówimy NIE!
bardzo dobrze Pani Minister. mimo, że jestem starą blacharą całkowicie Panią popieram. na głupotę nie ma usprawiedliwienia…
…a ~cała reszta~ zwana, to nieżyt…!? (żyt… żyt…:)
bo życie, to nie fajerwerki i bóg-wi-co… – to drobne chwile ulotne, jak… porcja lodów w upalny dzień…
psss chyba nie lubię określenia `komplement` i to raczej nie było to… (przynajmniej w intencjach…)
–> maszo:
ech, małe krucjaty…
–> NDBW:
fajerwerki podobno były w sobotę, ale oczywiście plątałam się wtedy zupełnie gdzie indziej.
nie komplement, tylko to drugie? chyba powinnam obrazić się…
…nie kokietuj – wiem, że zrozumiałaś…:)
małe krucjaty są najlepsze. przynajmniej odnoszą skutek. jak pokazuje historia – duże się nie sprawdziły. dlatego Ziemia Święta jest tam gdzie jest…