second skin

I think I need a second skin — motto minionych czy postanowienie na nadchodzące dni? pomyślę o tym jutro.

Opublikowane w: on czwartek, 26.06.2008 at 12.06 Komentarze (8)

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/06/26/second-skin/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Komentarzy: 8 Leave a comment.

  1. Chcialabym powiedziec Pani Minister, ze mam kota. Od dzis do niedzieli. Kiedy pamietam, ze po dotykaniu kota, nie nalezy dotykac oczu, wszystko jest dobrze. Koteczka jest czarna, ma bursztynowe oczy i wdzieczne imie Pchła. Jak dobrze jest z kotem! O ile lepiej, niz bez kota.
    I jeszcze chcialabym powiedziec, ze my z mężem to malo rowerowi jestesmy. Ale mamy taka wizje przyszlosci: bedziemy pracowac w patrolu strazy miejskiej. I nosic wiaderko farby. I wszystkim samochodom wjezdzajacym na sciezki rowerowe i przystanki, malowac bedziemy pasy. Ciag dalszy tych pasów drogowych, ktore przekroczyli. Takie marzenie do spelnienia :)

  2. gratuluję męża, marzenia i kota. tak, z kotem lepiej niż bez. natomiast na mężach nie znam się. co do znakowania złych pojazdów — są specjalne naklejki (poszukam linków), które można takim draniom sprezentować. mniej inwazyjne niż farba, ale dokuczliwe. no i opcja „tania szminka”. ach, wcale nie trzeba wstępować do straży miejskiej! Pan Cygaro dowiódł, że niespecjalnie dobrze tam się wygląda ;)

  3. czy równie zdecydowane akcje należy przedsięwziąć wobec pieszych szwendających się po alejkach r. i rowerzystów szukających azylu na chodnikach…? co im malować/przylepiać i gdzie…?:)

    podpisano: piechur/cyklista, rzadziej zmotoryzowany…

    psss gwoli ścisłości – w tym przypadku również jestem za segregacją…

  4. Ech, naklejka z pewnoscia nie dalaby tyle satysfakcji, co porzadne machniecie pedzlem.
    Mieszkamy nidaleko drogiej szkoly wyzszej dla palantow. I palanci ci notorycznie parkuja na przystanku autobusowym zastawiajac caly. Dla mnie podniesienie nogi o 40 cm nie stanowi wyzwania. Po kiego jednak grzyba autobusy niskopodlogowe, skoro wszystkie okoliczne staruszki i ta mila dziewczyna z noga w gipsie, musza skakac po nieludzko nierownej jezdni i podciagac sie niczym pieciolatek na trzepaku? Dotad nie dzwonila do mniejskich strazakow. Ale zaczne. Choc wiaderko neci…

  5. I w sprawie koty:
    Ma 3 miesiace, zasady higieny zna doskonale, co (musze przyznac) cieszy.
    Pouczono nas, ze rowniez zasady wspolzycia z dwunoznymi nie są Pchle obce. Ze spi spokojnie na fotelu nie interesujac się swiatem wokół. Ech… Czego ludzie nie wymysla, żeby pozbyc się kota na 3 dni…
    Wrocilismy wczoraj po 22. Koty brak. Po minucie szukania i nawolywania, zza kanapy wyprysnela czarna kuleczka rzucajac sie na nas z radnosnym warkotem (bo mruczeniem nazwac tego nie moge). Nastepne 2 godziny spedzilam ganiajac za kotą i zasmiewajac sie do lez (zajmowanie sie kotą, która az 3 godziny byla sam w domu jest o niebo wazniejsze, niz zajmowanie sie mezem, ktory wrocil z pracy po 12 godzinach – tu Pani Minister z cala pewnoscia przyzna mi racje). Maz pokornie sam wlaczyl palnik pod paskudztwem z kapusty. Nastepnie przypalil je bawiac sie z kotą. Zabawa z kotą wazniejsza, niz kapusta, przyzna to kazdy.
    Niestety… Po dluzszej zabawie i zrobieniu kilkudziesieciu zdjec mezowi targajacemu kotę i recytujacemu „a kocica papierosa, przypaliła sobie nosa”, dostalam nosotoku, wysypki, tchawica zmniejszyla się drastycznie, a liczba kichniec na minute doszla do 30. Krople, wapno, alertec.
    Kota na kanape, my do sypialni. Kto wytrzyma jednak miauczenie kociego dziecka? Nikt, nawet męże nie wytrzymują :) I tak oto kota wyladowala na lozku, panoszac się i lazac po mojej ksiazce. Nastepnie podeszla do meza lezacego na boku, stanela, popatrzyla i pacnela go prosto w prawe oko. Łapką bez pazurow ma się rozumiec. W tym momencie uszami wyobrazni uslyszalam kotę smiejaca się dziko. Zasnelam oddychajac plytko. Obudzil mnie lomot mężowej klawiatury walacej się na podloge i sciagajacej za soba polowe rzeczy z biurka. Kota stala obok i patrzyla na mnie z psotnym usmiechem.
    W poniedziałek będzie już tylko usmiech. Usmiech bez kota. Nie wiem, jak to zniose…

  6. –> NDBW:
    na pieszych dzwonić. opornych znakować. rowerzystom na chodnikach — o ile przyznają pierwszeństwo piechurom — wybaczać, bo czasem nie mają innego wyjścia (np. gdy nagle kończy się ścieżka rowerowa, a od ulicy dzieli przeszkoda czy płotek).

    –> kaja:
    obawiam się, że głupota (szczególnie w przypadku obrzydliwie bogatych palantów, którzy myślą, że wszystko im wolno) jest nieuleczalna…

    koty przed mężami! trzeba mieć priorytety ;) no proszę, mieliście wieczór, noc i poranek pełne atrakcji… Mała Czarna rządzi (i słusznie)!
    a wiesz, że ja też mam alergię na koty? ale stwierdziłam, że byłoby strasznie głupio, gdybym była uczulona na własnego, więc postanowiłam odczulić się siłą woli. zadziałało!

  7. Pani Minister, priorytety nie są mi obce. Kota przed mężem. Zawsze i wszędzie.
    Ja tysz probowalam sila woli, Pchla byla u nas najpierw godzine na probe i stwierdzilam, ze widocznie alergia tylko na niektore, na dodatek meskie i niekastrowane. A tu… coraz gorzej. Trzese sie troche, oddycham z coraz wiekszym trudem. W glowie szumi, niedobor tlenu, zawroty, wysypka… A nie dotykam jej juz (lub po dotknieciu myje rece).
    A juz myslelismy, ze kot jest nam pisany…

  8. biedactwo…
    podobno niektóre kolory sierści mniej uczulają, tak mówiła kiedyś cyberkot.


Leave a Comment