czasami mam problem z czasem. przecież dawno, niedawno, miesiąc, rok to pojęcia bardziej niż względne, chwilami aż nierealne… nieprawdaż?
miesiąc temu wracałam z koncertu pomarańczowym mostem. oczywiście nie uwierzyłabym, gdyby ktoś powiedział mi wtedy, co z tego wyniknie. właściwie wciąż nie mogę nadziwić się, że nagle… jest dobrze (wbrew temu, co niekiedy dzieje się w głowie albo we krwi).
natomiast przed rokiem usłyszałam:
– echogeniczność nieco nierównomierna, bla, bla, bla, bez wyraźniejszych zaburzeń perfuzji, bla, bla. w środkowo-dolnej części płata prawego widoczny nieunaczyniony guzek o niskiej echogeniczności. wskazana bla, bla, nie stwierdzam bla, bla, odczynowe bla, bla.
– co to znaczy? — zapytałam.
– to może znaczyć wszystko — odpowiedział pan lekarz.
i chociaż mogło znaczyć wszystko, jak się miesiąc później okazało, znaczyło „rak”. dziś to już czas przeszły. oby tak zostało.
na zakończenie będzie pieśń — tradycyjnie nie całkiem na temat, ale za to okrutnie piękna. ponieważ system raczył zastrajkować, proszę sobie kliknąć –> aby obejrzeć/posłuchać.
aha, chcę takie szpilki :)