skoro już o bohaterkach literackich mowa — niczym Izabela Ł. z tegorocznego testu maturalnego, popadam w szezlong. a także w zadumę, przesadę, skrajności i inne dziwne stany. wszystko dlatego, że dawno nie czułam się tak… właśnie TAK.
chaise longue
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/2008/07/05/chaise-longue/trackback/

taaak… tegoroczne popisy maturalne powinny zapisać się złotymi zgłoskami w księdze Guinessa pod hasłem “największe niewypały”…
zawsze powtarzałam, że szkoła ogłupia. nie na darmo Edison był samoukiem… Henry Ford chyba też …
…Bella nie jest chyba dobrym wzorem do naśladowania…
niech Cię ręka boska broni od popadania w skrajności i `oddawania się duchowieństwu`…!
Niniejszym przyznaję się:
W szezlong przez lata popadal pies nasz, Zygmuntem zwany.
W szezlong wybierala sie tez tesciowa mojego Michala przy kazdej migrenie.
A ja
niewdzięczna
niewierna
bezmyslna
ostatnio
(po kilku glebszych, to fakt)
uparlam sie
na
“szezląg”
chcac zgarnac 50 punktow
w scrabblach.
–> Maszo:
popisy popisami, zawsze trafiały się jakieś kwiatki. znacznie gorszy jest fakt, że ten system maturalny sprzyja zidioceniu, wymuszając schematyczne myślenie.
ale ja właściwie nie o tym ;)
–> NDBW:
kto powiedział, że do naśladowania? po prostu zachwyciło mnie owo popadanie w szezlong. a z duchowieństwem staram się nie mieć nic wspólnego.
aha, zapomniałam dodać, że popadam też we wzruszenia oraz różne inne irracjonalne…
–> kaja:
po kilku głębszych oddechach oczywiście? szezląg piękny. czego to człowiek nie wymyśli dla 50-punktowej premii :)
z innej beczki: skutki uboczne po wizycie Małej Czarnej minęły?
to wydało mi się oczywiste….
ale, jak mogłam przewidzieć, rozpoczęły się uduchowione dywagacje :)
jak zWykLe chCIałaM bYć iNNa .. więc zamiast popadać w “sheslĄg” popadłam w “Wiadomości o 19.30″ :)
odrobina przyziemności bywa przydatna ;)
Droga Pani Minister, dziekuje za troske. Otoz skutki nie minely. Kapie, sapie, dysze, ciągam.
Za to wczoraj odwiedzilismy Pchle w jej rodzinnym lokum (rączki przy sobie). Tęsknila za nami.
Mąż za to nabyl (nie do konca skonsultowawszy ze mna) potwora.
Potwor wyglada tak: http://szablon.ownlog.com/rekodzielo/gekon.jpg
i nie ma jeszcze imienia.
Jakies propozycje?
ależ bestyja! (właśnie otrząsam się z migreny, więc nie mam żadnych pomysłów).
Migrena przy takiej pogodzie to normalka.
Mam nadzieje, ze Pani szybko minie, na migrene nie ma nic lepszego, niż szezlą(on)g, okład i ciemność.
Licze jednak na inwencje P.M.
Nasze pomysly na razie sa makabrycznie trywialne: Rabarbar i Cukinia, Delicja i Marcepan (zywnosciowe czegós), Antoni i Róża, Dyskurs i Narracja.
hmm, wszystkie złe…
Bazyliszek?
a ja zatęskniłam przeogromnie za Behemusiem.
ech, koty rządzą.
–> kaja:
…jeszcze masaże i pomarańcze. złe minęło, ale wymęczyło, oj, wymęczyło.
Dyskurs brzmi nieźle. mamuci Bazyliszek też. myślę, myślę, szukam natchnienia.
–> Messer:
a bliźniakom Apokalipsa i Armagedon ;)
–> cyberkot:
wiadomo! mają takie fajne futerko, mówią mrrr albo dwa…
–> kaja:
mam! Azazello!
dobre, azazello dobre.
Just, zaczęłaś oglądać MM?
Gekonow generalnie jest dwoje (dwa gekony? – jakos trudno mi je odczleczyc)- chlopiec i dziewczę nieśmiałe. Chłopiec filozof odkrywca, odważny i śmiały, ze złamaną w dzieciństwie szczęką i wyjątkowo udanym ogonem. Dziewczę zaś z bielmem na lewym oku (AAAAAAAAAAAAAAAAAAAa bielmo!!! – skad wiedzialas!?!?), drobne i chuderlawe, ogon mizerny, odrastany. Spokojna, lękliwa.
Azazello pieknie!, ale nie pasuje chłopcu do charakteru… No i gdzie kiel…
Bazyliszek nie, bo bazyliszki jako stworzenia, ze tak powiem, to takie wiecej paskudnie wredne są. I to tak, jakby psa nazwać mruczusiem ;)
Myślcie, myślcie! w dobrą stroną zdążamy
–> cyberkot:
deficyt czasu, nadmiar wrażeń. ale nie narzekam. obejrzę.
–> kaja:
hura, prawie trafiłam! ach, ten nadprogramowy zmysł…
myślę dalej.