ostatnie dni przemknęły tak szybko, że nie miałam kiedy zająć się wątkiem martyrologicznym (niebieska okładka, w środku wynik sprzed roku, słowo, które wszystko zmieniło) ani romantycznym (czy może być za dobrze?).
sobota po drugiej stronie lustra. przedsmak innej fuksji. ukradkowe podglądanie świata.

zapachniało jesienią. w powietrzu zawisło coś schyłkowego, podszytego chłodem, dymem z ogniska i smutkiem bez powodu. z niedowierzaniem oglądam pierwsze szeleszczące liście — trochę nieprawdziwe, jakby ktoś porozrzucał na trawnikach rude papierki po cukierkach. lubię ten czas, tę perwersję późnego sierpnia, intensywność kolorów i smaków. ale zanim całkiem oddam się jesieni, lecę na spotkanie z latem w Lombardii. włoskie wakacje tuż, tuż, w zasięgu samolotu w kolorze fuksji.



