fotostor

był sobie plan. rozchorowało mnie, nie wyszło.  ale i tak weekend zaliczam do udanych — mimo zakichania, sinusoidalności nastrojów, zawirowań myślowych i dezorientującej zmiany czasu. a że z onym, czy raczej z jego upartą nierozciągliwością, wciąż mam problem, zaprezentuję Państwu jedynie szybki weekendowy fotostor (termin wziął się stąd). słowa inną razą.

sobota. w drodze na urodziny Bobkowskiego. ot, zamyślenie:

bracia Quevedo, podopieczni Boba, właśnie kroją tort:

dementi: nie próbowałam odjechać tym rowerem!

jeden z moich ulubionych cytatów:

jednak ten lubię jeszcze bardziej:

(z dedykacją dla Mademoiselle Q.)

aha, wystawa zostaje w Podchorążówce aż do grudnia! niezmiennie polecam. widziałam ją trzy razy, ale chyba wrócę, żeby spokojnie obejrzeć film.

niedziella, ha!

zabrakło węża:

huśtawka jest dobra na wszystko:

(na huśtawkę nastrojów też).

fot.: J.
Opublikowane w:  on poniedziałek, 27.10.2008 at 20.23 Komentarze (8)

konfitury

Ja mam wrażenie, że zaczęła się już komedia, którą przewidywałem: im więcej wynalazków oszczędzających czas, im bardziej człowiek zaczyna traktować czas jako swojego wroga nr 1, tym ten czas bardziej „odgrywa się”, tym coraz go mniej. Skończy się na tym, że po prostu nie będzie czasu żyć. Już dziś miliony ludzi i całe społeczeństwa  mogą właściwie spokojnie powiedzieć: „Nie mam czasu ŻYĆ, mam czas zaledwie istnieć”. I ludzie właściwie w większości wypadków już nie żyją, lecz po prostu istnieją.

A. Bobkowski, Listy z Gwatemali do matki
Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2008
(list z 12 grudnia 1949 r.)

…mieć czas żyć, smakować. przystanęłam na kilka chwil, żeby pomieszać i zawekować konfitury: jabłkową z cynamonem, gruszkową z goździkami, śliwkową z cynamonem i imbirem. hmm, gdyby tak robić konfitury z dobrego czasu? pachnące, słodkie, gęste — na smutniejsze dni i noce, na zapas…

voilà! czas w słoikach:

i jeszcze w wersji suszonej, pomidorowej:

Opublikowane w:  on wtorek, 21.10.2008 at 22.52 Komentarze (7)

pssst

szelest kartek, wertowanie słownika, pomstowanie na nadmiar przecinków, ślady czerwonego długopisu na palcach. pssst… praca? nie, relaks po intensywnych dniach ocierania się o tak zwany wielki świat. może on i wielki — nie wiem, nie znam się. wiem jednak, że bardzo miło usłyszeć serię komplementów od bestyi medialnej, niegdysiejszego szefa. ach, moje ego rozsadziło salkę konferencyjną, w której siedzieliśmy!

kontempluję te zapętlenia czasoprzestrzeni, zaskakujące zderzenia po kilku latach, zmiany konfiguracji i zbiegi okoliczności. wciąż nie mogę zdecydować, co bardziej mnie rozbawiło — wymyślanie roli dla byłego przełożonego czy konwersacja z owym tuż przed godziną „0”:

– właśnie, bo my już mieliśmy przyjemność…
– znaczy: mieliśmy romans?
– nie, inną przyjemność!

dość szybko ustaliliśmy, gdzie, kiedy i jak, ale pani z telewizora tłumaczyła mi potem, że powinnam trzymać się wersji o romansie. oj, muszę popracować nad własnym PR-em… dobrze, popracuję. za chwilę albo za dwie. a najpierw poszeleszczę jeszcze trochę, powymądrzam się na czerwono na marginesach, pownikam w to, co pan pisarz miał na myśli.

czy już mówiłam, że lubię moje bałagany zawodowe?

Opublikowane w:  on czwartek, 16.10.2008 at 15.18 Dodaj komentarz

„r” jak rok

minął. właśnie dziś. inwazja wspomnień, odczuć (druga morfina gratis), obrazów. na pamiątkę zapasowy uśmiech, wyrżnięty między obojczykami. trafiłam niedawno na jakieś stare zdjęcie — i zdziwiłam się brakiem blizny: jak to? przecież ona jest tam od zawsze!

trochę patetycznie, trochę metafizycznie. bo teraz wszystko jest bardziej, czas płynie inaczej… a ten rok to prezent. oby kolejne lata były równie dobre. oby były.

Opublikowane w:  on czwartek, 09.10.2008 at 21.19 Komentarze (8)

rozmowy niekontrolowane (2)

słonecznie, leniwie, niedzielnie. w Łazienach tłok. jesienny spacer.

– co?
– nic.
– aha. nuda…
– stabilizacja!
– nuuuda ;-)

 fot.: J.

– mogę wrzucić te zdjęcia?
– możesz.
– a jak mam podpisać?
– oczywiście „mój osobisty narzeczony”.
– phi, najpierw mi się oświadcz!
– dobra, ale pamiętaj, że sama tego chciałaś…
– …bo mnie sprowokowałeś.

tymczasem (niepostrzeżenie?) minął rok od pamiętnego dnia, kiedy zaprzyjaźniłam się z Najpiękniejszym Rowerem na Świecie.

Opublikowane w:  on poniedziałek, 06.10.2008 at 15.21 Komentarze (10)