na to wygląda: mimozami jesień, depresjami zima. ale przecież nie może być tak, żeby bez słowa protestu i bez cienia buntu oddawać się tym mimozom, animozjom czy depresjom. nieprawdaż? więc na pohybel różnym takim, do boju!
no to fru
fru jak frustracje. bo buro, ciemno i zimno. bo przez tydzień nie mogłam dodzwonić się, więc musiałam pojechać do najbrzydszego szpitala, żeby osobiście zaklepać termin przeglądu onkologicznego. bo w tzw. pracy bezwład decyzyjny i dziwność nad dziwnościami. bo samoloty latają nie stąd, skąd latać powinny. bo są chwile, gdy perspektywa mikro zakłóca mi pełniejszy rzeczy ogląd.
nic tylko oddać się nałogowi, np. endorfinowo-czekoladowemu. albo z wyższością stwierdzić, że jestem ponad to wszystko (nawet jeśli nie jestem).
nadesłane
przyszła teściowa do przyszłej synowej: pamiętaj, że ostatnie zdanie zawsze należy do mężczyzny. a brzmi ono: „tak, kochanie”.
tzw. fakt autentyczny droga O., dziękuję :-)
okoliczności
takie listopadowe święta (przez wtorkowo-państwowe przepadła mi joga). poniedziałek w środę. tarta w tortownicy. tort w kształcie niewiadomoczego.
były sobie koty dwa:

był sobie tort:

wczoraj jubilat, za chwil kilka solenizant:

zachowałam powagę i nie poruszyłam się. aż przez pięć sekund!

fot.: J. oraz mła
zły listopad!
dopadł mnie i przygnębił. to, co jeszcze kilka dni temu sprawiało przyjemność, nagle przestało cieszyć, dzienna dawka naturalnego światła jest zdecydowanie za mała, a wszech-burość oraz ziąb nastrajają bardziej niż ponuro. nie wiem, kto wymyślił taki miesiąc, ale chętnie zafundowałabym temu komuś rok złożony z samych listopadów. za karę.
I’ve got you under my skin
1. wyjątkowy duet:
2. skutki uboczne wieczornej drzemki:

są sposoby, żeby obejrzeć napis na własnych plecach :]

3. dyskretny urok reinterpretacji:
romantycznie, nieprawdaż?
