…chociaż wiem, że nie da się zmagazynować rowerowych nadgodzin i nadkilometrów, nadwyżek energii z jogi, tych wszystkich jasnych chwil. obawiam się tegorocznej jesieni, więc tym skrupulatniej wykorzystuję odchodzące dziwne lato. mam jeszcze ponad miesiąc, zanim zasnę — na częstszą, bardziej zaawansowaną jogę, przejażdżki w celu i bez celu, robienie konfitur, gromadzenie zapasów silnej woli, dobrych chęci. i jeszcze Kraków. i Amsterdam. a potem… potem będzie dobrze. to postanowione.
w sprawie snów
niniejszym uprasza się o zaprzestanie zsyłania zbyt intensywnych snów, po których trudno pozbierać się, wstać, o których potem nie można przestać myśleć.
z poważaniem,
J.
konfitury metafizyczne
moje ulubione współbiurewny wyznały, że uczą się ode mnie asertywności. ja i asertywność? kto by pomyślał…
a w powietrzu czuć już jesień, choć to niby pełnia lata — pełnia barokowa, bujna, rozbuchana. inaugurowałam więc kolejny sezon przetwórstwa owocowo-warzywnego, jako pierwsze nawinęły się soczyste brzoskwinie. trzy warianty konfitur, dziewięć słoików światła i ciepła. taka kuchenna metafizyka.

kolonie
drugie kolonie z jogą w tym sezonie. pierwsze były zaawansowane, te — specjalnej troski psychoonkologicznej.
zaniżanie, zawyżanie, niedoszacowanie
zaniżałam średnią wieku (powinnam przywyknąć) i zawyżałam poziom sprawności (jakże miłe ochy, achy). i byłam postrzegana jako osoba towarzysząco-wspierająca, nówka nieśmigana, a nie bezpośrednio dotknięta. natomiast szacowanie mojego szanownego wieku na najwyżej 25 lat to ostatnio standard.
nieuleczalni malkontenci
bo śniadanie nie tak podane, obiadokolacja za późno, bo hotel taki zgrzebny, a w tamtym roku były jeszcze inne zajęcia… nie, nie chodzi o huraoptymizm i naiwną afirmację — raczej o wyciąganie wniosków (z tego, co każdy z NAS przeszedł) czy docenianie dobrego Jednorożca.
jak to robią damy
trzeciego wieczora, ku uciesze dam, wyciągnęłam z torby wino: najbardziej wykwintną w okolicy byczą krew. kiedy dama Ł. snuła wspomnienia (jak to w młodości, pewnego razu w sylwestra…), dama E. (świeżo naświetlona) poczuła gwałtowny dyskomfort, oddaliła się więc do toalety w wiadomym celu. po chwili wróciła, usiadła z gracją (oraz z nóżką na nóżkę) — i, jak gdyby nigdy nic, zapytała: „co było dalej?”.
nagroda
w nagrodę za asany „dla wytrwałych”, „dla rozciągniętych” czy „dla chętnych” stawałam na rękach :)
międzyczas…

(fot. Tercybiades)
…oczywiście spędzałam nad morzem. kolejny raz stwierdziłam, że powinnam gdzieś tam zamieszkać.
amsterdamizacja
Amst — Just, runda trzecia. oczywiście fakt, że mam już bilet (powrotny przyszedł pocztą, zaadresowany: Frau Just. K.), nie jest gwarancją, że wreszcie tam dotrę. ale miło mieć bilet. i czekać.
na razie podglądam tamtejsze rowery.
szkolenie z czasoprzestrzeni
co prawda nie dowiedziałam się zbyt dużo o public relations czy strategiach komunikacyjnych (podobno tego miała dotyczyć seria szkoleń), ale dzięki panu Etcetera herbu Dygresja poznałam fundamentalną prawdę: kobiety są z Wenus, mężczyźni z marca. tak, to wiele wyjaśnia…





