27.03

dzień podróży w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, dzień rozmyślań o tym, w którym punkcie jawa zamienia się w sen, co z tego wynika i jak długo może boleć. tym razem spokojniej niż rok czy dwa lata temu. czas jest funkcją pamięci? pamięć funkcją czasu? niewątpliwie jedno ma z drugim związek.

tyle wydarzyło się od tamtej pory (niekiedy zdaje mi się, że za dużo)… jednak wciąż są sprawy, których nie rozumiem. i pewnie nie zrozumiem, bo tak to jest, jeśli dotknie się Tajemnicy.

printer.gif

lubię to zdjęcie — chociaż jest nieostre i źle wywołane.
lubię je właśnie dlatego.

sztab_1985.jpg

wspomnienia też zmieniają kolory.

Opublikowany w: on czwartek, 27.03.2008 at 17.55 Komentarze (4)

dlatego

i tak jest lepiej niż w grudniu. może przez to, że łatwiej zawłaszczyć, a następnie skomercjalizować narodziny niż skatowanie oraz śmierć. zmartwychwstanie co prawda jest spektakularne, jednak zbyt mistyczne, żeby dało się po prostu przerobić na popkulturową papkę…

dlaczego nie lubię świąt? cóż, mam powody. długo nawarstwiały się, z czasem zebrało się ich naprawdę dużo. ostatni, który waży najwięcej, to argument, jaki usłyszałam trzy lata temu od pewnego urzędnika w rozchełstanej sutannie, niedbale narzuconej na granatowy dres — że niedziela wielkanocna to najlepszy dzień na umieranie… od naziemnego personelu Boże broń (L. Janerka).

nie życzę sobie wesołych. udaję się na emigrację wewnętrzną, oczywiście połączoną z wyprawą do miasta P.
wolałabym pojechać nad morze.

Opublikowany w: on piątek, 21.03.2008 at 11.37 Komentarze (5)

1000 oceanów

spokojniej. w słuchawkach Tori. w torbie wino. w myślach bałagan.

10 dni, 1000 oceanów.

Opublikowany w: on środa, 19.03.2008 at 15.14 Komentarze (0)

10 dni

terror dat, rocznic, wspomnień, obowiązków. obrazy, które atakują, kiedy zamykam oczy. i jeszcze święta. jakieś. obowiązkowe. nie moje. a za oknem zamiast marca listopad. nie mam ochoty ani na wino, ani na czekoladę. co pozostaje? to co zawsze: zaszyć się gdzieś głęboko, przeczekać (wtedy dałam radę, wytrzymam i teraz).

Opublikowany w: on poniedziałek, 17.03.2008 at 22.59 Komentarze (4)

***

stukot obcasów płoszy demony.
następny przegląd dopiero w styczniu.

Opublikowany w: on piątek, 07.03.2008 at 23.50 Komentarze (6)

tak trzeba

budzik zadzwoni o 6. szybki prysznic. puder, tusz do rzęs. perfumy, może nawet sukienka, koniecznie buty na obcasach. tak trzeba, kiedy jedzie się na kwartalny przegląd onkologiczny. tak trzeba, bo te wszystkie drobiazgi układają się w komunikat: halo, nie dam się!

czas przeszły — słowo na „r”. czas przyszły — będzie dobrze, musi być. tylko strach przed kolejnymi wynikami badań ten sam.

Opublikowany w: on at 0.07 Komentarze (4)

świetny plan

rano będę miała czas, żeby spokojnie wypić kawę. zmienię perfumy na bardziej wiosenne. wyjdę odpowiednio wcześnie z domu, zdążę na autobus.

nie wyjmę z kieszeni płaszcza muszelki z Brighton (za każdym razem, kiedy na nią trafiam, uśmiecham się zaskoczona). kupię maść na blizny i herbatę na dobre sny. nie zajrzę do skrzynki, w której trzymam tak dawne, że prawie nierealne e-maile, skrawki wierszy, fragmenty ówczesnych lektur. nie dam się rozmaitym pańciom wyprowadzić z równowagi. udam, że nie dotyczy mnie to czy tamto, nie dotyka nadmiar, nie boli brak. i przestanę w kółko słuchać tej cholernej piosenki.

znajdę wreszcie odpowiedź na dręczące od dawna pytanie: lepiej czytać nowe książki czy wracać do ukochanych, już przeczytanych, które teraz smakowałyby inaczej, niż kiedy miałam trochę mniej lat…

Opublikowany w: on wtorek, 19.02.2008 at 19.19 Komentarze (9)

kartka z kalendarza

przed obowiązkowym balem z okazji końca/początku wypada zrobić szybki bilans mijającego roku: po tej stronie zyski, po tamtej straty, w osobnej rubryce niewykorzystane szanse (a te — jak mawia mój brat — lubią się mścić).

zwykle pod koniec grudnia pisałam list do [...], żeby to, co zdołałam poukładać sobie w głowie, stało się prawomocne. tym razem będzie inaczej. wystarczy, że stanę przed lustrem nieopancerzona: bez golfa czy szalika, którymi zasłaniam się, wyruszając w świat.

chcę pamiętać, po czym jest ta blizna. nie chcę zapomnieć, co widziałam i czułam wtedy w szpitalu, z którego chyba każdy wychodzi odmieniony (o ile ma szczęście, że może z niego po prostu wyjść. ja miałam). dalej: siłę, z jaką trzymałam się życia. i jeszcze radość — nieporównywalną z żadną inną, tę po odebraniu wyników. i oczywiście dobrą energię, otaczającą mnie, kiedy przydarzyła się ta dziwna historia na „r”.

do zapamiętania również: rozmowy, listy, spacery, huśtawki. czerwcowy koncert zjawiskowej Tori. pierwsza przejażdżka najpiękniejszym z rowerów. dzień, kiedy zamieszkała ze mną Pannacota; jej uśmiechy, pomruki i wybryki; to, czego uczę się codziennie o niej i od niej.

…w myślach też tworzą się blizny. chciałabym, żeby przynajmniej niektóre wreszcie zagoiły się.

może jednak nie trzeba opatrywać tego wszystkiego znakami „+” albo „-”?

pora spać. potem posprzątam i zastanowię się, jak spędzę tę noc. przełomową? wyjątkową? skądże. prawdziwe momenty zwrotne mają to do siebie, że nie potrzebują ani fajerwerków, ani umownych dat.

postanowień nie będzie.

dobrego nowego!

Opublikowany w: on poniedziałek, 31.12.2007 at 6.29 Komentarze (7)

wynik

Szanowne i Szanowni, bliżsi, dalsi, znani z widzenia i całkiem nieznajomi, którzy z jakichś powodów zaglądacie do mojego skromnego Ministerstwa… spieszę donieść: trzydniowy maraton szpitalny zakończył się spotkaniem z miłą panią doktor, która stwierdziła, że wszystko wygląda ślicznie. wyniki mam dobre, groźne maszyny nie wykryły komórek wychwytujących jod. od jutra zaczynam brać leki i niedługo będę w miarę normalnie funkcjonować.

wygląda na to, że słowo na „r” należy do czasu przeszłego. zostały mi po nim abstrakcyjna blizna i obowiązek uważnego życia.

dziękuję za wszystkie dobre słowa i myśli, zaklęcia i mantry.
pomogły :-)

Opublikowany w: on piątek, 09.11.2007 at 21.15 Komentarze (15)

atak sentymentów

przepis jest bardzo prosty:

„Życie i cała reszta” — i te swingujące dźwięki w tle… i nagłe olśnienia, banalne przebłyski pewności, że zawsze albo nigdy właściwie nie znaczą nic. do tego świadomość, że są sprawy niezmienne, bo wystarczyłby jeden telefon, żebym… „z zawstydzenia (…) w zamyślenie”. gdyby nie małe ale: kiedyś przedawkowałam całkiem inne słowa.

całość podlana grzanym winem. do smaku Ella. atak sentymentów gotowy.
to ta jesień, proszę Państwa, ta jesień…

wystąpili*:
Woody A., Mirek Cz., Ella F.
e-mail od J. (bohatera domyślnego)

* droga b., podkradłam formułkę — proszę o wybaczenie.

Opublikowany w: on wtorek, 30.10.2007 at 0.48 Komentarze (0)