

wystąpiła kota Krówka :)
Pannacotta sceptycznie podeszła do pomysłu okolicznościowej sesji:


przecież koty nie znoszą jajek.
…Pannacotta oddaje się lekturze…


…chociaż jej mówiłam, że to nie jest książka dla porządnych kotów.
(fot.: J./J.)
Pannacotta jest prawdziwym aniołem: słynie z łagodnego usposobienia, nie drapie, rozrabia w granicach normy, ostatnio zrobiła się jeszcze bardziej przymilna, czuła i towarzyska… jednak niekiedy pokazuje zupełnie inne oblicze. zapewne nikt nie uwierzy, że to była niewinna mina, zaprezentowana podczas wieczornych igraszek:

zbliżenie:

(zdjęcie popełnił J.)
chyba powieszę na drzwiach tabliczkę: UWAGA, ZŁY KOT!
natomiast sobie powinnam sprawić jakiś zaawansowany system do ostrzegania otoczenia o podłym, zołzowatym nastroju. może dzwonek na szyi albo t-shirt z odpowiednim napisem? co prawda humor-psychobójca dość szybko mija, ale zostają wyrzuty sumienia z powodu spojrzeń, przemilczeń, niedopowiedzeń i zupełnie niepotrzebnych zgryźliwości.
królewna Pannacotta opanowała nową sztuczkę: nauczyła się wskakiwać mi na kolana, kiedy siedzę przy biurku. do tej pory zwykła przychodzić i domagać się, żeby ją podnieść, aż nagle… wydała przeciągłe miauknięcie (które zapewne miało oznaczać: „święta Kocisławo, miej mnie w opiece! albo się uda, albo nie”), po czym zgrabnym susem wpakowała się tam, gdzie wcześniej musiała wjeżdżać windą — czym zadziwiła i siebie, i mnie.
inna sztuczka: czy coś, co właściwie nie istnieje, może się skończyć?
taki życiowy es flores…
od środowego popołudnia Pannacotta nosi kaftan bezpieczeństwa. oczywiście nie polubiła go, uparcie stara się przegryźć rzepy i gumki. na nic moje zapewnienia, że wygląda w tym kubraczku gustownie… prawda?

nie wiem, czy to efekt szoku pooperacyjnego, czy wpływ zmian hormonalnych, ale kocinka zrobiła się jeszcze bardziej kochana. wszystkie chwile, których nie przesypia na posłaniu, stara się spędzić ze mną. ponieważ już wcześniej nie zwykła wskakiwać na kolana, teraz tym bardziej nie robi tego: siada koło fotela i domaga się, żeby ją podnieść (prawdziwa księżniczka!). tak pracujemy, piszemy, uczymy; podobnie czytamy, tyle że raczej na kanapie. aha, planujemy opracować korespondencyjny kurs czułości dla zaprzyjaźnionych kotów.

teraz wątek motoryzacyjny, a na końcu apel.
w piątek (chyba tuż po 15) zamówiłam taksówkę, żeby pojechać do lecznicy. 5 minut przed wyjściem z domu odebrałam telefon — pani nieskładnie tłumaczyła, że nie mogą teraz zrealizować kursu, że trzeba czekać itd. po serii moich pytań i próśb wydusiła z siebie w końcu: bo kierowcy nie chcą jeździć z kotami. jakby nie mogła powiedzieć tego pół godziny wcześniej… trudno. zadzwoniłam do dwóch innych korporacji — w obu usłyszałam podobną odpowiedź: nawet jeśli zwierzę będzie przewożone w zamkniętym kontenerze, obowiązuje dopłata. sporo wyższa niż koszt kursu ode mnie do weterynarza. nie wytrzymałam, rozpłakałam się. zapakowałam Pannacottę razem z transportówką w zimowy ochraniacz, po czym pojechałam autobusem.
jeśli znacie jakieś przyjazne taxi, dajcie znać. będziemy wdzięczne.
ministerstwoslow [@] gmail.com