***

stukot obcasów płoszy demony.
następny przegląd dopiero w styczniu.

Opublikowany w: on piątek, 07.03.2008 at 23.50 Komentarze (6)

tak trzeba

budzik zadzwoni o 6. szybki prysznic. puder, tusz do rzęs. perfumy, może nawet sukienka, koniecznie buty na obcasach. tak trzeba, kiedy jedzie się na kwartalny przegląd onkologiczny. tak trzeba, bo te wszystkie drobiazgi układają się w komunikat: halo, nie dam się!

czas przeszły — słowo na „r”. czas przyszły — będzie dobrze, musi być. tylko strach przed kolejnymi wynikami badań ten sam.

Opublikowany w: on at 0.07 Komentarze (4)

wielkie wyprawy

od kilku dni dręczy mnie myśl o wyprawie do najbrzydszego szpitala na świecie. do TAMTEGO szpitala. co prawda tylko na chwilę, na jedno ukłucie, ale… to wystarczy, żeby robiło mi się niedobrze ze strachu. muszę być dzielna, najdzielniejsza — jak zawsze. muszę oswoić Wielki Lęk, bo wizyty na Ursynowie są koniecznością. jest szansa, że z czasem staną się coraz rzadsze…

na szczęście mam też w planach inną wycieczkę.
na razie palcem, a raczej kotem po mapie:

kotem_po_mapie.jpg

…za kilka dni naprawdę. nawet jeśli nie ma takiego miasta.

– jest Lądek, Lądek Zdrój, tak…
– ale Londyn – miasto w Anglii.
– to co mi pan nic nie mówi?!
– no mówię pani właśnie.
– to przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć, gdzie to jest. cholera jasna…*

* źródło wiadome

Opublikowany w: on poniedziałek, 21.01.2008 at 0.40 Komentarze (8)

wynik

Szanowne i Szanowni, bliżsi, dalsi, znani z widzenia i całkiem nieznajomi, którzy z jakichś powodów zaglądacie do mojego skromnego Ministerstwa… spieszę donieść: trzydniowy maraton szpitalny zakończył się spotkaniem z miłą panią doktor, która stwierdziła, że wszystko wygląda ślicznie. wyniki mam dobre, groźne maszyny nie wykryły komórek wychwytujących jod. od jutra zaczynam brać leki i niedługo będę w miarę normalnie funkcjonować.

wygląda na to, że słowo na „r” należy do czasu przeszłego. zostały mi po nim abstrakcyjna blizna i obowiązek uważnego życia.

dziękuję za wszystkie dobre słowa i myśli, zaklęcia i mantry.
pomogły :-)

Opublikowany w: on piątek, 09.11.2007 at 21.15 Komentarze (15)

ona

wystarczy na nią spojrzeć, od razu robi się cieplej:

mala_ruda.jpg

fot. bergisel

a gdyby tak… patrzeć na nią codziennie?
pomyślę. dam znać w piątek. jutro zaczynam trzydniową serię badań (muszę mówić, że boję się i że chciałabym już wiedzieć?). nadwyżki pozytywnej energii, o ile ktoś ma takowe w listopadzie, można przesyłać telepatycznie lub mailowo.

z powrotem

jestem. lżejsza o jeden organ i kilka kilogramów (moyo: polecam mniej inwazyjne metody odchudzania), z uczuleniem na plastry, siniakami we wszystkich kolorach tęczy i ze świeżą blizną, która wygląda jak uśmiech (keep smiling, hehe). spokojnie, nie będę bawić się w artystkę Kozyrę i epatować obrazem zniszczeń.

to było pięć trudnych dni. napatrzyłam się, nasłuchałam, nacierpiałam. ratował mnie widok z dziewiątego piętra: niebo przypominało ogromne akwarium. codziennie oglądałam brzuchy samolotów, wielkich, dziwnych ryb, które szykowały się do lądowania na dnie Okęcia, i na narybek samolocików wzbijających się daleko do lotu. chmury płynęły, ptaszkowie nurkowali, nocą kusząco mrugały kolorowe światła, rano na wszystko spadała odrealniającą mgła…

przez miesiąc będę śniętą królewną z poderżniętym gardłem. nie zdziwcie się, jeśli zasnę w pół zdania ;> na razie snuję się po domu, w poniedziałek zostanę porwana do Sanatorium „Pod Trzema Kotami”. potem ciąg dalszy spraw szpitalnych. trzymanie kciuków oraz przesyłanie pozytywnej energii wskazane.

mam nadzieję, że słowo na r to już czas przeszły.

Opublikowany w: on sobota, 13.10.2007 at 13.40 Komentarze (3)

jutro…

…przeniosę się na kilka dni na Ursynów. jeśli szpitale mogą być ładne lub brzydkie, ten zdecydowanie należy do paskudniejszych. chyba bardziej obawiam się samego miejsca niż tego, co mnie tam czeka. ot, wytną mi zły kawałek mnie, a potem będą uczyć mój organizm, jak ma sobie radzić bez owego kawałka. po miesiącu znów aresztują, żeby sprawdzić, jaka jest sytuacja na froncie i czy potrzebne jest np. chemiczne wsparcie. w końcu to, proszę Państwa, rak.

oczywiście boję się bólu. narkozy już trochę mniej. boję się też myśli, które tłuką się po głowie i nie dają oddychać, śmiać się, spać. boję się, że może…
pssst, lepiej nie.

tymczasem pakuję piżamy, dźwięki, książki, kwity na 4,5 litra krwi (dziękuję wszystkim odważnym) oraz różne niezbędne akcesoria. za chwilę spróbuję usnąć i śnić. kolorowo, rowerowo. bądźcie grzeczni, Szanowni Czytelnicy, pilnujcie porządku w Ministerstwie. wrócę niebawem — mam nadzieję.

a wiosną… wiosną pojadę do Paryża. pociągiem. razem z rowerem (T. zwerbalizował mój nieśmiały plan).

Opublikowany w: on niedziela, 07.10.2007 at 22.22 Komentarze (10)

godzina „r”

już wiem. poniedziałek, 8 października, 8.30.

Opublikowany w: on środa, 03.10.2007 at 10.38 Komentarze (4)

wycieczki, ucieczki

już nie wiem, co ze sobą zrobić, dokąd uciec, na jak długo. panuję nad słowami, ale nie nad myślami. a to, co ewentualnie miałabym do powiedzenia, jest takie nudne: ból, czekanie, bezradność, strach. i od nowa: ból, czekanie, bezradność, strach…

zapominam, że można chcieć. zdaje mi się, że chciałabym — np. mieć: perfumy, spodnie, płaszcz, nowy aparat — tylko po co?

dobre rady (żebym wzięła się w garść, trzymała pion) może i są dobre, ale w tej sytuacji nie sprawdzają się.

cztery do sześciu tygodni, trzeba odstać swoje w kolejce. w naszych realiach to przecież humanitarny termin. gdybym zawiadowała innym ministerstwem albo gdybym była pszenno-buraczanym wicepremierem, prosto z konferencji prasowej pomknęłabym do przytulnej kliniki rządowej. i byłoby już po wszystkim. a tak…
chyba nie muszę przytaczać epitetów, jakimi obdarzam system opieki zdrowotnej.

Opublikowany w: on środa, 26.09.2007 at 15.12 Komentarze (10)

zamiast

miał być Paryż, będzie Kraków.
też pięknie. wszędzie dobrze, gdzie można przez chwilę oddać się nastrojom, abstrakcjom, pejzażom — i myślom innym niż te na „r”.

Opublikowany w: on piątek, 21.09.2007 at 0.43 Komentarze (5)