trzy po trzy
— królewna biurewna —
znowu zostałam tymczasową biurewną. klik, klik, dzyń, dzyń, śmiechy znad kubka kawy… chociaż temat niezbyt poważny, arrrbeit jest całkiem serio. będzie fajnie, zobaczysz — powtarzałam w myślach, jadąc rano zatłoczonym autobusem. przecież tak trzeba — usiłowałam wytłumaczyć sobie, że należy robić to co wszyscy. tak trzeba — nie dawałam za wygraną — i już. ale dlaczego?
niby słyszę podszepty zdrowego rozsądku, jednak wciąż zachowuję się, jakbym była rozbestwionym dzieciakiem: zajmuję się czymś, dopóki mnie to bawi. ponieważ dobra zabawa zwykle nie trwa zbyt długo, po pewnym czasie zaczynam czuć się jak ciemiężony niewolnik. nic na to nie poradzę. naprawdę.
— czego nie widać —

pod spodem jest ślad po tym, czego już nie ma.
wygląda na to, że muszę nauczyć się nosić takie damskie gadżety. wiem, co sprawię sobie na urodziny — prezentem głównym jest Londyn (ciii, tym razem się uda), pobocznym będzie maskująca biżuteria.
— deser —
Mesdames et Monsieurs, zagadka królika: co robią latka?
