trzy po trzy

królewna biurewna

znowu zostałam tymczasową biurewną. klik, klik, dzyń, dzyń, śmiechy znad kubka kawy… chociaż temat niezbyt poważny, arrrbeit jest całkiem serio. będzie fajnie, zobaczysz — powtarzałam w myślach, jadąc rano zatłoczonym autobusem. przecież tak trzeba — usiłowałam wytłumaczyć sobie, że należy robić to co wszyscy. tak trzeba — nie dawałam za wygraną — i już. ale dlaczego?

niby słyszę podszepty zdrowego rozsądku, jednak wciąż zachowuję się, jakbym była rozbestwionym dzieciakiem: zajmuję się czymś, dopóki mnie to bawi. ponieważ dobra zabawa zwykle nie trwa zbyt długo, po pewnym czasie zaczynam czuć się jak ciemiężony niewolnik. nic na to nie poradzę. naprawdę.

czego nie widać

slad.jpg

pod spodem jest ślad po tym, czego już nie ma.

wygląda na to, że muszę nauczyć się nosić takie damskie gadżety. wiem, co sprawię sobie na urodziny — prezentem głównym jest Londyn (ciii, tym razem się uda), pobocznym będzie maskująca biżuteria.

deser

Mesdames et Monsieurs, zagadka królika: co robią latka?

Opublikowany w: on poniedziałek, 07.01.2008 at 23.23 Komentarze (4)

pstryk!

internet wrócił :-) w dzień świąteczno-paradny wpadłam w czarną rozpacz i przekonałam miłego pana technika, że nie wytrzymam ani chwili dłużej odcięta od świata. tak przejął się, że pohałasował, nabałaganił, ale doprowadził nowy kabel. brawa dla pana.

przede mną miesiąc intensywnych arrrbeitów, zupełnie jakbym musiała jeszcze bardziej zasłużyć na te zaległe, wciąż odkładane wakacje. zatem: żongluję koncepcjami, piszę to i owo, tu i tam, zajmuję się sprawami, o których nie uczyli na polonistyce. pstryk, pstryk – pomysł za pomysłem – pstryk – aż dziwię się, że tak potrafię. znów doba jest nieco za krótka, więc muszę wybierać między ważnym a ważniejszym. i nie mam czasu na smuteczki, depresyjki, wątpliwości, strachy (przynajmniej do środy).

nocne miasto kusi. za oknem skrada się burza. marzy mi się Amsterdam.

Opublikowany w: on piątek, 17.08.2007 at 2.51 Komentarze (12)

żywot człowieka zmęczonego

wychodzi ze mnie zmęczenie – takie, którego nie można oszukać kolejną kawą, dodatkową godziną snu czy nawet leniwą sobotą, po której następuje niedziela pod znakiem arbeitu, a dalej intensywny, dziwny tydzień. i tak ewig usque ad finem, i tak do emerytury? na tym to polega? organizm płata figle, upomina: zwolnij, przecież pamiętasz, czym to się kończy…

w takim stanie człowiek nie cieszy się pracami, które przecież lubi, gapi się półprzytomnie w monitor, nie ma siły narzekać na nadmiar obowiązków, już nawet nie pomstuje na spóźnialskich kurierów czy inne przeciwności losu. najgorsze jest to, że człowiekowi zmęczonemu upragnione wrześniowe wakacje wydają się tak odległe, aż nierealne.

niniejszym zarządzam odpoczynek (krótki, bo krótki, ale zawsze). miasto Breslau wzywa.

Opublikowany w: on wtorek, 10.07.2007 at 11.41 Komentarze (0)

będąc młodą korektorką

no… nie taką młodą, ale przecież mogę poudawać ;-)

zamiast zajmować się pasjonującym tekstem, który już prawie idzie do druku, przypominałam sobie najbardziej radosne literówki:

  • na początku był słynny kapiał,
  • akacje (zamiast akcje) — w tekście bankowym,
  • annal (zamiast annual) report — jw.,
  • palcówki (zamiast placówki) — pokrewna branża,
  • taniec z gwizdami — popełniłam własnoręcznie,
  • kość policzkowa śródręcza — w pewnej historii ubezpieczeniowej z morałem.

więcej grzechów nie pamiętam.
niewątpliwie na osobną przegródkę w kąciku wspomnień korektorskich zasługują zjawiskowe opisy z tzw. prasy wycieraczkowej, z którą kiedyś miałam do czynienia. autora określenia prasa wycieraczkowa można poznać TU: gra i wydaje odgłosy paszczą.

a czy mówiłam, że miewam mordercze zamiary wobec kurierów? naprawdę jestem pod wrażeniem ich nonszalanckiego stosunku do czasu. cudzego czasu – oczywiście.

to nic. nastrajam się weekendowo: robię pranie, studiuję Teatrzyk „Zielona Gęś”.

Opublikowany w: on środa, 27.06.2007 at 22.34 Komentarze (8)

zapętlenie czasoprzestrzeni

jutro będę szarogęsić się służbowo w pewnym klubie, który mieści się na osiemnastym piętrze biurowca z łódką na dachu. niby nic w tym nadzwyczajnego, ALE…

kiedyś w tym miejscu była redakcja świętej pamięci „Machiny”. prawie 5 lat temu właśnie tam zaczynałam pracę jako dzielny, acz nieopierzony korektor. a teraz wpadnę w roli pańci copywrrr od pi-aru i pozwiedzam znajome kąty.
ech, 5 lat…!

zaprawdę, dziwne uczucie, powiadam Wam.

xxx

po wszystkiem. szarogęsiłam się okrutnie niespodziewanie zostałam głównodowodzącą. a gdy zjechałam z osiemnastego piętra na ziemię, nagle zrobiło się… pusto. poszłam na spacer z natrętną piosenką o winie, o snach i o tym, że sens jest gdzie indziej.

Opublikowany w: on środa, 20.12.2006 at 1.41 Komentarze (1)

sceny łóżkowe

rozchorowało mnie całkiem. wylądowałam w łóżku z laptokiem (jak romantycznie, mrau!) – próbuję wyleczyć się, a jednocześnie nie stracić kontroli nad światem. usiłuję pracować, jednak nie tak łatwo o świetne pomysły, kiedy wszystko boli.

sceny łóżkowe: barany pany.

baranypany.JPG

wnioski po baunsie w InterContinentalu:

  • chodzenie w szpilkach to sport ekstremalny.
  • perfekcjonizm jest ciężką przypadłością. ciekawe, czy uleczalną…
Opublikowany w: on czwartek, 14.12.2006 at 19.18 Komentarze (5)

zakopane

wynurzyłam się na chwilę spod sterty papierów. zakopane, wszystko zakopane.

warsztat pracy zorganizowanej humanistki NIE wygląda tak:

z.JPG

zakopana humanistka również nie wygląda (to jest jeden z tych momentów).

oczywiście znam się na samochodach, umiem pisać scenariusze… zamykam oczy i od razu widzę to wszystko.
zamykam oczy i… wabię sny.

Opublikowany w: on niedziela, 03.12.2006 at 2.07 Komentarze (1)