Departament Snów

Ferdydurke?

pojechałam do szkoły rowerem. niby nic nadzwyczajnego, ale… szkoła: moja podstawówka. rower: Beautiful Stranger. nie chciałam zostawiać go przed wejściem, więc — po naradach z koleżankami i poszukiwaniach odpowiedniego miejsca — ukradkiem zaparkowałam w sekretariacie, między biurkiem a oknem.

wszystko było takie jak kiedyś. tylko ja dorosłam. ale nikogo to nie dziwiło… brakowało jeszcze Pimki.

13/14.04.2008

dziwność

ostatnio sny ministerialne — zgodnie z następującą definicją*: cząstki posiadające dziwność różną od zera nazywamy cząstkami dziwnymi — charakteryzują się wysokim współczynnikiem dziwności. trudno je opowiedzieć. bywają naprawdę mroczne i męczące, aż budzę się nagle i boję z powrotem zasnąć. inne są po prostu zaskakujące i poplątane, a kiedy przypominają się niespodziewanie za dnia, wprawiają w osłupienie.

kto mnie obroni przed moimi snami?

* definicję dostarczył Monsieur T.

1.11.2007

maszyna korbowa

nawet nie zdziwiłam się za bardzo, kiedy okazało się, że Jacek Dehnel ma… komputer na korbę. przyznaję, było dość zabawnie, gdy pokazywał, jak należy obsługiwać cd-rom :-]

15/16.05.2007

paryski

miałam polecieć do Paryża. z K., rządowym samolotem. te wszystkie procedury, formalności, odprawy… ale nie to było najdziwniejsze. leciał z nami… Lepper. aaa!

14/15.04.2007

sny (typologia naiwna)

niektóre dają się względnie racjonalnie wytłumaczyć — mimo całej ich dziwności i poczucia odrealnienia, które pojawia się o poranku – bo są w nich jakieś tropy odsyłające do tzw. rzeczywistości, jakieś niteczki łączące świat snu z tym, co podobno jest jawą. ot, umysł odreagowuje, robi kolaże z tego, co ważne, i z tego, co zauważone kątem oka.

kolejna kategoria: tak sensualne, że potem przez kilka dni nic nie wygląda, nie smakuje i nie pachnie tak, jak wyglądało, smakowało i pachniało (albo jak mogłoby wyglądać, smakować, pachnieć) w tamtym śnie. najwyraźniej to zemsta ograniczonych zmysłów.

jeszcze inne: gdy wraca (bo w końcu musi wrócić) to, o czym się nie mówi, to, co zataja się przed sobą. są takie sny, po których długo ma się kaca. może wysłać je do psychoanalityka?

Freud by się uśmiał.

12.04.2007

literacki

wciąż nie ustaliłam, co Pan robił w moim śnie. właśnie Pan. gdyby przyśnił mi się Nabokov, zrozumiałabym (czytam Pnina, lada moment dotrze Feralna trzynastka i Sebastian Knight). śniąc, robiąc to, co robiłam, miałam świadomość, że to już było. że powtarzam czynności, wykonuję gesty, które kiedyś zaistniały, choć nie pamiętałam, jak wówczas wyglądał finał. bardziej dziwiła mnie konieczność powtórnego odegrania tej roli niż miejsce, w którym znaleźliśmy się.

a zatem: weszliśmy do sali konferencyjnej, usiedliśmy na wskazanych przez kogoś usłużnego miejscach. nie zastanawiałam się, po co — przysunęłam się, pocałowałam Pana w policzek. widocznie tak było w scenariuszu w następnej scenie mieliśmy wyjść i…
czy Pan wiedział, że gramy, że odtwarzamy, powtarzamy? nawet jeśli, to wczuł się Pan i był niezwykle przekonujący.

obudziłam się. za rano, za wcześnie, w złym momencie. bywa, że jestem w stanie zanegować rzeczywistość i płynnie wrócić do przerwanego snu — tym razem sztuczka nie udała się.
może w jakimś śnie zagramy to jeszcze raz…

12/13.01.2007

Opublikowany on piątek, 13.04.2007 at 0.39

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://ministerstwoslow.wordpress.com/departament-snow/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Leave a Comment